Jan Lam

Odyseja

HOMER:ODYSEJA

W przekładzie: Lucjana Siemieńskiego Spis treści Pieśń I. Zgromadzenie bogów. Rady Ateny dla Telemacha Pieśń II. Zgromadzenie mieszkańców Itaki. Wyjazd Telemacha Pieśń III. Wydarzenia w Pylos Pieśń IV. Wydarzenia w Sparcie Pieśń V. Tratwa Odyseusza Pieśń VI. Przybycie Odyseusza do Feaków Pieśń VII. Odyseusz przychodzi do Alkinoosa Pieśń VIII. Pobyt Odyseusza u Feaków Pieśń IX. Opowiadania u Alkinoosa. Przygoda z Kyklopem Pieśń X. Przygody u Ajola, Lajstrygonów, Kirki. Pieśń XI U zmarłych (Nekyja) Pieśń XII. Syreny, Skylla i Charybda, bydło Heliosa Pieśń XIII. Odyseusz odpływa od Feaków i przybywa do Itaki Pieśń XIV. Odyseusz u Eumajosa Pieśń XV. Telemach przybywa do Eumajosa Pieśń XVI. Telemach rozpoznaje Odyseusza Pieśń XVII. Telemach wraca do miasta Itaki Pieśń XVIII. Walka na pięści Odyseusza z Irosem Pieśń XIX. Odyseusz rozmawia z Penelopą. Rozpoznanie przez Eurykleję Pieśń XX. Wypadki przed rzezią zalotników Pieśń XXI. Próba łuku Pieśń XXII. Rzeź zalotaików Pieśń XXIII. Penelopa rozpoznaje Odyseusza Pieśń XXIV. Pojednanie PIEŚŃ PIERWSZA Zgromadzenie bogów. Rady Ateny dla Telemacha Muzo[1]! Męża wyśpiewaj[2], co święty gród Troi” Zburzywszy, długo błądził i w tułaczce swojej Siła różnych miast widział, poznał tylu ludów Zwyczaje, a co przygód doświadczył i trudów! A co strapień na morzach, gdy przyszło za siebie Lub za swe towarzysze stawić się w potrzebie, By im powrót zapewnić! Nad siły on robił, Lecz druhów nie ocalił: każdy z nich się dobił Sam, głupstwem własnym. Czemuż poświęcone stada Heliosowi[3] pojadła niesforna gromada? Za karę bóg też nie dał cieszyć się powrotem. Jak było? Powiedz, córo Diosa[4], coś o tem! Wszyscy inni, uszedłszy srogiego pogromu, Krwawych burz i bitw morskich, wrócili do domu; Jego tylko, serdecznie do swoich, do żony Tęskniącego, trzymała w skale wydrążonej Nimfa Kalypso[5], z bogiń najcudniejsza kształtem, Pragnąca go małżonkiem przy sobie mieć gwałtem. A nawet kiedy nastał w czasów kołowrocie Ów rok, iż z woli bogów o prędkim powrocie Do Itaki[6] mógł myśleć, to jeszcze i wtedy Nie ujrzał swoich, końca nie widział swej biedy. Zgoła wszystkim niebianom żal było tułacza; Posejdon[7] sam mu tylko mściwy nie przebacza I wciąż, póki nie wrócił do dom, ścigał w tropy. Szczęściem bóg ten był odszedł aż na Etyjopy Zamieszkujące ziemi rubieże ostatnie, A rozpadłe w dwóch ludów połowice bratnie: Z tych jedni wschód, a zachód drudzy zamieszkali; A gdy ci hekatombę[8] sutą wyprawiali Z byków i kóz, Posejdon godował wraz z nimi. Podonczas Zeus olimpski ze zgromadzonymi W pałacu swym[9] bogami zasiadł i w te słowa Mówił on, rodu bogów i ludzkiego głowa, Że myśl jego Ajgistem gładkim zaprzątniona, Którego zabił Orest, syn Agamemnona[10]. Więc o nim myśląc, tak się ozwał w bogów radzie: »Że też to na karb niebian człowiek wszystko kładzie, Co dozna złego; chociaż sam swoją głupotą, Idąc wbrew Przeznaczeniu, ugrzęza w to błoto! Toż i ninie Ajgistos, w przekór wyrokowi, Czyż nie porwał małżonki Agamemnonowi I nie przywłaszczył sobie, a wracającego Męża czyliż nie zabił? Wszakżem go od tego Długo naprzód hamował, grożąc srogą karą Przez czujnego Hermesa[11], aby żadną miarą Nie ważył się zabijać ani brać mu żony, Gdyż przez Oresta Atryd będzie odemszczony, Gdy ten w lata dojrzeje, zatęskni do swoich. Tak go przestraszył Hermes, lecz napomnień moich Nie słuchał twardy Ajgist; swoje zrobił gwałtem, Aż dziś za wszystkie grzechy zapłacił ryczałtem«. Więc na to mu Atene[12] rzekła sowiooka: »Ojcze, o mój Kronidzie! Cześć tobie wysoka, Że on zdrajca wziął karę słuszną za swe zbytki: Oby tak każdy ginął, jak on zbrodniarz brzydki! Za to serce się kraje, gdy na myśl mi przydzie Ów nasz dzielny Odysej, co tyle lat w biedzie, Siedzi tam udręczony, tęskniący za domem, Na ostrowiu lesistym, wkoło mórz ogromem Oblany, kędy nimfa mieszka tam urodna, Córa Atlasa[13], morze znającego do dna, Barkiem dźwigającego wielkie słupy[14] one, Na których wisi z ziemią niebo zawieszone. Ona to stęsknionego tułacza wciąż trzyma, Czaruje go pochlebstwem, pieszczotą, oczyma, By się wyrzekł Itaki. On się nie wyrzeka, I byle dym itacki ujrzeć choć z daleka, Już by umarł bez żalu! Ciebież to nie wzrusza, O mój Olimpski! Za nic masz Odyseusza Tyle ofiar nam danych pod Troją, gdzie nawy Argejskie[15] stały? Zeusie! Bądźże nań łaskawy!« Odpowiedział jej na to Kronid gromowładny: »Jakiż to z ust twych wyraz wymknął się nieskładny? I jaż bym Odyseja w pamięci zagubił Najmędrszego, co tyle obiat[16] składać lubił Nam nieśmiertelnym, panom na niebie szerokiem? Li Posejdon go ściga zemstą krok za krokiem Nieubłaganą za to, że mu tam Kyklopa[17] Polyfema oślepił, najdłuższego chłopa, Mocnego jak bóg, który w Kyklopów czeredzie; Więc, że Polyfem z nimfy Toosy ród wiedzie, Córki Forkisa, morskich strażnika pustkowi, Co w pieczarze poddała się Posejdonowi, Gdzie ją napadł - z tych przyczyn Posejdon wre złością I nie zabić Odysa, ino przeciwnością Chce go znękać, w powrocie do dom mu przeszkadzać. Na to sposób: na wiece bogów pozgromadzać I powrót mu zapewnić. Posejdon gniew złoży; Sam on nic nie podoła przeciw sile bożej, Gdy wszyscy nieśmiertelni na niego powstaniem«. Na to Atene z takim ozwała się zdaniem: »Ojcze Kronidzie! Władco władnących mocarzy! Jeśli na wiecu bogów ten wynik przeważy, Żeby Odys powrócił do ojczystych śmieci, To pchnijmy argobójcę Hermesa, niech leci Tam, na ostrów Ogygii, i niech nimfie onej Pięknowłosej oznajmi wyrok niecofniony O powrocie Odysa do dom i bez zwłoki. Ja tymczasem obrócę na Itakę kroki, W synu ducha poostrzę, rozbudzę w nim żywy Ogień męstwa, by zaraz na koło Achiwy Bujnokędziorne zwołał, a tych zalotników Odprawił - czy już nie dość baranów i byków Krętorogich mu zjedli? Potem pchnę mołojca Do Sparty[18] i na Pylos piaszczysty. Niech ojca Tam szuka i pozbiera o nim różne wieści, Przy tym wśród ludzi sławy nabędzie i cześci«. To rzekłszy podwiązała złociste sandały Pod stopki sobie; nimi ponad morskie wały, Ponad bezbrzeżne stepy buja z wiatru wiewem. W dłoń pochwyciła oszczep z ciężkim długim drzewem O miednym grocie; tłumy mężów nim obala, Gdy ją, córę strasznego ojca, gniew zapala I tak zbiegła ze szczytów Olimpu, aż wreszcie Stanęła u bram zamku Odysa, tam w mieście Itace, w ręku oszczep dzierżąca spiżowy, Niby tafijskie książę: Mentes, gość domowy. Więc przed gankiem ujrzała dziarskich zalotników, Igrających wesoło ciskaniem kamyków, I na skórach tych wołów, co sami pobili, Porozwalanych. W dworze rojem się kręcili Keryksi[19], czeladź: jedni mieszali na poły W kraterach wino z wodą; owi tarli stoły Smokliwymi gąbkami; ci nieśli zastawy I rozdzielali mięsne biesiadnym potrawy. Gościa zoczył Telemach[20] podobien do bożka, Siedzący tam śród gachów; wżdy myśl jego gorzka, Bo ciągle obraz ojca stał mu przed oczami: Oby wrócił, ład zrobił raz z tymi gachami I wypędził ich z domu! To i cześć odzyska, I jak pierwej - zawładnie u swego ogniska. O tym siedząc śród gachów myślał, aż Palladę Ujrzawszy, pobiegł do wrót szybko, choć nierade Serce w nim, że gościowi tak długo kazano U wrót czekać. Więc ścisnął przez gościa podaną Prawicę, a odjąwszy mu z niej włóczń spiżową, Przemówił doń i takie rzucił lotne słowo: »Rozgość się, cudzoziemcze; w domu moim witaj! Zjedz co wprzódy, a potem, o co zechcesz pytaj«. To rzekłszy szedł - a Pallas za nim. Gdy tak w dwoje Wstąpili na wysokie zamkowe pokoje, Wzięty oszczep w osobnym postawił skarbczyku, Opierając go o słup, gdzie innych bez liku Odysowych oszczepów stało w ładnym szyku. Zaś samą w krześle sadził i roboty drogiej Kobierzec jej podesłał, nożnik dał pod nogi, Obok niej na chędogiej sam zasiadłszy ławie, Lecz daleko od gachów, by gość przy tej wrzawie Niesfornej tłuszczy obiad mógł spokojnie spożyć, A też, by się z myślami o ojcu otworzyć. Służebna wraz przyniosła w nalewce złocistej Na srebrnej misie wodę i lała zdrój czysty Jej na ręce. Stół gładki postawiła przed nią, A z spiżarni różnego jadła niepoślednio Zniosła skrzętna szafarka, toż chlebne pieczywo; Potem krajczy podawał przeróżne mięsiwo W kopiastych misach, kubki postawił przed nimi, A keryks je dolewał: wciąż były pełnymi. Już rzesza butnych gachów weszła do świetlice, Długim rzędem zasiadła stołki i ławice; Keryksi wodę do rąk nosili, a chlebne Kosze na stół stawiały dzieweczki służebne, Pachołcy w czasze wino leli zielonawe - I wszyscy się rzucili rękoma na strawę; A najadłszy, napiwszy do syta, marzyli Rozkosznicy o nowej dla się krotochwili. Do pląsów ich ochota i do piosnek brała, Bez czego by się żadna uczta nie udała. Więc keryks dał cytarę[21] Femiowi do ręki, Co umiał najsławniejsze wywodzić piosenki; A choć mu wobec gachów śpiewać się nie chciało, Brząknął w struny i dumę zanucił wspaniałą. Wtenczas Telemach, schylon ku Atenie głową, Rzekł z cicha, by nie doszło do nich jedno słowo: »Miły gościu! Co-ć powiem, niech cię nie pogniewa: Patrz, jak gawiedź przy śpiewkach i pląsach używa, Bezkarnie trawiąc mienie po wielkim człowiecze, Którego białe kości deszcz w polu gdzieś siecze Lub nie grzebione ciało liżą morskie fale. O, gdyby niespodzianie stanął tu w swej chwale, Każdy by z nich bez targu za dobrych nóg dwoje Zrzucił z siebie ten ciężar złota i te stroje. Lecz snadź rodzaj ten śmierci był mu przeznaczony, I nic go już nie wskrzesi! A choć i w te strony Czasem wieść się zaplącze o jego powrocie, Lecz któż by wierzył baśniom! - A teraz się do cię Zwracam, byś ciekawości mojej też dogodził. Z jakiegoś ludu, miasta? Mów mi, gdzieś się rodził? Jakeś się dostał? Czyjże okręt do Itaki Przywiózł cię? Co za jedne te twoje flisaki? Bo przecież się tu dostać nie mogłeś piechotą. Jedno by prawdę wiedzieć, zapytuję o to. Pierwszyś to raz w Itace? Czy też ongi może Bywałeś tu za ojca mojego w tym dworze, Kiedy się doń zjeżdżało siła zacnych osób, A on wszystkich w gościnny podejmował sposób?« Na to mu sowiooka córa Diosowa Rzekła: »Wszystko, co-ć powiem, prawda aż do słowa. Mentes jestem, Anchiala mienię się być synem, A sam władam żeglownych Tafijotów gminem. Teraz tutaj przybyłem; mam liczną osadę I do obcojęzycznych ludów morzem jadę, By za towar żelazny kupić miedź w Temezie. Od miasta podal stoi okręt, co mię wiezie, W zatoce Rejtron, u stóp Nejonu leśnego. Chlubię się, żem był nieraz gościem ojca twego. Możesz o to Laerta[22] spytać, twego dziadka; Staruch pono do miasta zagląda dziś z rzadka, Samotnie doganiając na wsi dni ostatka, Przy starce, co go karmi strawą i napitkiem, Gdy w wieczór wróci do dom zmordowany zbytkiem Łażenia, jak dzień długi, śród winnicznych wzgórzy. Otóż słysząc, że ojciec twój wraca z podróży, Tu-m zaszedł. Że go nie ma? Snadź szkodzą mu bogi; Bo przecież umrzeć nie mógł Odysej nasz drogi. Pewnie na jakiej wyspie, wkoło oceanem Oblanej, gdzieś tam kiśnie pod twardym tyranem Lub śród dziczy, co gwałtem trzyma go w niewoli. Otóż chciałbym o jego powróżyć ci doli Z tych przeczuć, jakie w duszę wlali mi niebianie: Być może, iż co powiem, nareszcie się stanie; Acz-em nie wieszcz i z lotu ptaszego nie wróżę, To wiem, że wnet się skończą te jego podróże: Wróci nasz tułacz, wróci w własny próg domowy; A choćby go trzymały żelazne okowy, Wyłamie się, ucieknie; wszak nie bity w ciemię!... O jednej tylko prawdzie, proszę, oświeć-że mię: Tyżeś-to w tej osobie własny syn Odysów? Podobieństwa w nim wiele masz z oczu i rysów. Widywałem go nie raz, nie dwa, jeszcze wprzódy, Nim pod Troję popłynął na boje i trudy Z herojami Achai, co tam popłynęli. Odtądeśmy z Odysem już się nie widzieli«. Na to roztropnie odrzekł Telemach młodziutki: »Dowiedz się, gościu, z ust mych prawdy bez ogródki: Że on jest ojcem moim, tak matka powiada. Ja nie wiem. Tej pewności nikt z nas nie posiada. Wolałbym jednak synem być po szczęsnym człeku, Co by we własnym gnieździe sędziwego wieku Dopędzał. Lecz tu u nas mówią pospolicie, Że ten najnieszczęśliwszy z ludzi dał mi życie«. Na to mu sowiooka tak odpowiedziała: »Z woli bogów niepróżna ród twój czeka chwała, Jeśli Penelopeja[23] takiego ma syna! Wprzód jednak rzeknij prawdę: jaka to przyczyna Tych godów i hałasów? Co to wszystko znaczy? Czy stypa, czy wesele? Bo przecież inaczej Zwykła uczta wygląda. Patrząc na te gbury Szumiące, jakby dwór ten nogami do góry Przewrócić chcieli, każdy przy zdrowym rozumie Wszedłszy tu, zapomniałby języka w tym tłumie«. Więc roztropny Telemach jął mu się spowiadać: »Cudzoziemcze! Jak widzę, pragniesz mnie wybadać. Słuchajże! Ongi dom ten cnotą, dostatkami Słynął, póki on jeszcze przebywał tu z nami. Alić mąż wielki z bogów przekornych wyroku Znikł ze świata, w bezślednym gdzieś ukrył się mroku. Ja sam może bym jego tak nie płakał zgonu, Gdyby był legł z drugimi na polach Ilionu Lub na ręku przyjaciół skończył już po wojnie. Wtenczas przynajmniej ludy achajskie przystojnie Pamięć by bohatera uczciły mogiłą - Moje imię z nim razem w prawnukach by żyło. Ale on srogim harpiom[24] dostał się w zdobyczy; Bez widu, słychu przepadł. A syn cóż dziedziczy? Łzy i ból. Nie dość, że już płaczę nieboszczyka, Los mię jeszcze innymi kolcami dotyka: Ilu władyków bowiem panuje w tej stronie Na lesistym Zakincie, Samie, Dulichionie[25], I wszyscy, co na skalnej Itace rej wodzą, Zalecają się matce mojej, dom nasz głodzą. Ona zaś ni odmawia, ni spełnić się śpieszy Tych ślubów! A tymczasem od drapieżnej rzeszy Dobytek mój pożarty; wkrótce i mnie schłoną!« Na to, że była gniewem Atene wzburzoną, Rzekła: »Przebóg! O, jakże nam tu nie dostaje Twojego ojca! Zaraz starłby w proch tę zgraję, Niechby przybył i we drzwiach tej izby się zjawił W hełmie, ze szczytem, kopie dwie ku nim nastawił, Taki, jakim go pierwszy-m raz poznał przed laty W domu u nas, gdzie wesół hulał, chwat nad chwaty, Z Efyry gdy od Ila wracał Mermeryda, Dokąd jeździł okrętem myśląc, że mu wyda Do zatrucia pierzastych strzał mordercze trutki; Wżdy Ilos dać mu nie chciał, z tej jedno pobudki, Że mu strach było ściągnąć za to bogów karę; Więc dał mu je mój ojciec, lubiąc go nad miarę. Otóż gdyby się Odys naraz zjawił taki, Gardła by, klnąc żeniaczkę, dały te junaki! Lecz w tajnych dotąd losach zapisane stoi, Czy on wróci, czy pomści, czy nie, krzywdy swojej W tym tu miejscu. Więc tobie najpierw przykazuję, Abyś precz z domu wymiótł te rozpustne szuje. O mój chłopcze! Do słów mych przywiąż udział żywy: Zaraz jutro na wiecę powołaj Achiwy, Przemów do nich, na świadki wezwij bogów w niebie; Gachom rozkaż, by każdy powracał do siebie, A matce - jeśli pragnie drugiego małżeństwa - Niech powraca do domu ojca, do rodzeństwa; Tam wesele jej sprawią, dadzą sute wiano, Jak przystoi wyprawiać córę ukochaną. Tobie zaś radzę, jeśli rada moja waży: Uzbrój łódź, weźmij z sobą dwudziestu wioślarzy I ruszaj, byś o ojcu mógł dostać języka Tak z ludzkiego posłuchu, jak od poslannika Zeusowego, co każdą wieść roznosi lotem. Wstąp do Pylos, wypytaj Nestora[26], a potem W Sparcie da ci Menelaj[27] nowin rozmaitych. Ostatni on z Achiwów wrócił miedziokrytych. Gdy się dowiesz, że ojciec zdrów wraca z podróży, To choćbyś jak był smutny, wycierp rok, nie dłużej, Tutaj w domu. Przeciwnie, jeżeli doprawdy Już on nieżyw - to wrócisz tu na wyspę zawdy I kurhan[28] mu usypiesz, stypę jak należy Sprawisz, i matce męża poszukasz w młodzieży. A gdy wszystko to spełnisz, jak na cię przystało, Wtedy obejrz się dobrze, myślą zważ dojrzałą, Jak byś mógł zalotniki wytracić w tym dworze Bądź fortelem, bądź wstępnym bojem. O, niebożę! Trzeba ci już dziecięce porzucić zabawy. Czyś nie słyszał, do jakiej Orest doszedł sławy Między ludźmi, że zgładził Ajgista, mordercę, Który mu ojca zabił? I tyś, moje serce, Wzrostem, kształtem wybujał: co umiesz, czas dowieść, Aby późny potomek z dzieł twych uplótł powieść. Lecz już mi trzeba wracać na okręt w zatoce; Czeladź się oddaleniem moim gdzieś kłopoce. Pamiętaj, com ci mówił, chłopcze, myśl o sobie!« Młodziuchny mu Telemach odrzekł w tym sposobie: »Gościu mój! Mówisz do mnie iście tak serdecznie, Jakby ojciec do syna; zachowam to wiecznie. Przecież zaczekaj kęsek, choć w drogę ci pilno; Wykąp się wprzód, dla duszy weź strawę posilną, Abyś idąc na okręt powracał wesoły, Obdarzon upominkiem, jakim przyjacioły Wzajem się obdarzają«. Atene mu na to: »Nie zatrzymuj mię; dłuższa zwłoka dla mnie stratą. Dar, który mi przeznaczasz, przyjmę za powrotem, Bym go zawiózł do domu i również klejnotem Cennym ciebie obdarzył«. I Zeusowa córka Rzekłszy to, sowiooka, w powietrze wprost furka Niby ptaszę skrzydlate, do piersi chłopięcej Wlawszy siłę i męstwo, że odtąd goręcej Niż wpierw myślał o ojcu. Uczuć miotan mnóstwem, Domyśliwał się w duchu, że rozmawiał z bóstwem... Teraz boskie pacholę do gachów wróciło, Gdzie śpiewał sławny gęślarz. W izbie cicho było, Słuchali - a on śpiewał powrót opłakany Spod Troi od Ateny na Greków zesłany. Kiedy w górne komnaty doszedł śpiew ponury Do uszu Penelopy, Ikariosa córy, Spiesznie zbiegła po schodach na dolne pokoje, Wżdy nie sama, przy sobie miała panien dwoje, I gachom się zjawiła postać cnej matrony Stojąca w progu izby wysokosklepionej, Na lica zapuściła z głów namiotkę cienką, Z lewej i prawej miała służebną panienkę, I do boskiego piewcy rzekła, płacząc rzewnie: »Femiu! Ty innych pieśni więcej umiesz pewnie, Co ludzi, bogów sławią, a u piewców słyną. Więc jedną z takich zabrzmij; a oni niech wino Piją milcząc. Tej nie chcę tylko pieśni jednej Taką boleścią serce przenika mnie biednej Już i tak udręczonej tym płaczem ustawnym Po małżonku, w Helladzie i na Argos sławnym«. Telemach odrzekł na to: »Matko ukochana! Za cóż-eś na miłego pieśniarza zdąsana? Czy że śpiewa, jak czuje? Nie on winien temu, Raczej Zeusa obwiniaj, że daje każdemu Mistrzowi takie tylko, jak sam chce, natchnienia. Nie wiń go, że nam śpiewa Greków utrapienia. Azaliż nie tej pieśni słuchamy najchętniej, Co czymsić nowym w sercu słuchacza odtętni? Raczej ty się do pieśni nastrój w duszy swojej. Przecież nie sam to Odys nie wrócił spod Troi

- Tylu innych herojów przepadło bez wieści. Lepiej wróć do się, pilnuj roboty niewieściej, Wrzeciona i krosienek. Naganiaj, by żwawo Dziewczęta pracowały. Rozkaz mężów sprawą, A i moją. Jam przecież pan tutaj we dworze«. I cofnęła się matka w zdumionej pokorze Mądrą synowską mowę rozważając w sobie, A wszedłszy do swych komnat da folgę żałobie, Pamięć męża rzewnymi oblewając łzami, Póki Pallas jej powiek nie potrzęsła snami. W ciemnej izbie znów wrzawę wszczęli zalotnicy. Każdy z nich rad się dobrać do niej, do łożnicy. Lecz Telemach słowami powściągnął zbytników: »Matki mej zalotnicy, niechajcie tych krzyków! Nie lepiej-ż przy tych godach zażyć krotochwili, I takiego pieśniarza nie stokroć-że milej Słuchać, kiedy boskimi dźwięki nas czaruje? Jutro w rynku na wiecę wszystkich powołuję, By obwieścić mój rozkaz krótko, węzłowacie: Fora ze dwora! Innych schadzek czy nie macie, Gdzie byście swój lub cudzy zjadali dobytek? Lecz jeśli na tym rozkosz wasza i pożytek, Aby mi nie zostawić w domu kęsa chleba, To i mnie zjedzcie! Zaklnę nieśmiertelne nieba, A może Zeus te psoty równym spłaci płatem, I wszyscy gardło dacie na miejscu tu, na tem!« Tak mówił. Oni wargi przygryźli. Skąd taka, Dziw im, wzięła się buta dziś u Telemaka? Więc Antinoj, Eupejta syn, nabrał go z góry: »Pewnie cię, Telemachu, nauczył bóg który Tak hardo się odzywać tutaj w naszym gronie? Obyś tylko w Itace nie dał mu, Kronionie[29], Panować, choć na niego władza spada z ojca!« Na to mu wręcz odcięła roztropność mołojca: »Antinoju! Czczej sprzeczki z tobą nie prowadzę, Lecz jeśli Zeus ją da mi, to wezmę tę władzę. Alboż to zostać królem masz za rzecz tak podłą? Zaprawdę nic w tym złego: otworzy się źródło Dochodów, zbogaciejesz i sam wzrośniesz w cześci. Przecież achajskich kniaziów niemało się mieści Na tej wyspie, bądź młodych, bądź w starym już wieku, Aby to berło wzięli po wielkim człowieku. Dla mnie dość, żebym dom mój utrzymał spokojnie I sługi, które Odys wziął łupem na wojnie«. Eurymach, syn Polyba, na to się ozowie: »O tym, mój Telemachu, rozstrzygną bogowie, Kto na przyszłość itackim ma władać ostrowem. Ty dzierż swoje i panuj w ognisku domowym. A póki mężów stanie w tym naszym zakątku, Nikt by nie śmiał cię gwałtem ograbiać z majątku. Jednak chciałbym o gościa tego spytać - powiedz, Co zacz? Z jakiej to ziemi wziął się ten wędrowiec? Gdzie ród jego? Dziedziczne kędyż leżą włości? Czy o powrocie ojca przywiózł wiadomości? Czy też we własnej sprawie tu go co przygnało? Czemu naraz gdzieś przepadł, a do nas nieśmiało Zbliżał się? Z twarzy przecież wyglądał szlachetnie.« Na to roztropny młodzian Telemach odetnie: »Eurymachu! Już ja się ojca nie spodziewam! I przestałem już wierzyć wieściom, choć je miewam. We wróżby też nie wierzę. Choć tam matka pyta Sprowadzanego często o przyszłość wróżbita. Ten zaś gość znał mojego rodzica za młodu, Zwie się Mentes, Anchiala syn, z bitnego rodu. Dziś żeglownym Tafijcom włada berłem błogim«. Tak mówił przeczuwając, że ten gość był bogiem. I gachy znów śpiewkami, wesołymi skoki Szaleli, aż wieczorne zbliżyły się mroki. A gdy już czarne mroki zapadły i chłody, Każdy poszedł się wyspać do swojej gospody. Telemach do sypialnych również szedł pokoi, W gmachu z pięknym widokiem; ten w podwórzu stoi. A szedł zakłopotany szukać snu, do łóżka; Przed nim z smolnym łuczywem szła dobra staruszka Eurykleja, Opsowa córka. Opsa spłodził Pejsenor. Gdyż Laertes, kiedy w kupno wchodził Swych włości, razem o nią zawarł był ugodę I za dwadzieścia wołów kupił dziewczę młode, Które to w domu chował w pańskiej uczciwości. Wżdy nigdy jej nie dotknął, bojąc się zazdrości Żony swej. Teraz ona świeciła łuczywem Telemachowi; sercem kocha go pieściwem, Gdy jeszcze od dziecięcych niańczyła go latek. On, skoro drzwi otworzył do swoich komnatek, Siadł na pościeli, zrzucił z siebie chiton miękki I roztropnej staruszce oddał go do ręki; A ta, złożywszy gładko fałdzik przy fałdziku, Zawiesiła przy łóżku na ściennym gwoździku, Po czym wyszła, drzwi srebrnym przyciągła pierścieniem, Zasuwkę zasunęła szarpnąwszy rzemieniem. On noc całą w wełnianym puchu ócz nie mruży; Pallas radziła podróż: myślał o podróży. KONIEC ROZDZIAŁU