Zygmunt Krasinski

Opowiadania

Zygmunt Krasiński

Rok 1846 Styczeń 1846. Salon Siostry, wieczorem, w Warszawie. - Eks-Kasztelanowa z trzema córkami. - Referendarz. - Obywatel. - Siostra stoi przed stolikiem i przyrządza herbatę. - Otwarty fortepian pośrodku salonu. - Lampa i świece na nim. - Siostra Pani łaskawa moja podobno zawsze bez śmietany? Eks-kasztelanowa Kremy nie mogę znieść, kuzyneczko - niech powie Cecylka - no mów, moja Cecylsiu

- przecie wiesz, jak przeszłej zimy w Wiedniu u księcia Metternicha przypadkiem zdarzyło się, żem się zapomniała, bo tyle było wysokiego tonu osób, i wypiłam... Cecylia Mama wypiła może pół filiżanki... Eks-kasztelanowa Ale nie tak - nie tak - trzeba wszystko powiedzieć, Cecylsiu - że sam książę arcykanclerz był mi podał filiżankę, więc, że nie mogłam się wzbronić... Cecylia I mama potem dostała nudności, a po nudnościach wyrzutu na twarzy... Eks-kasztelanowa Może lepiej to opowiesz, Agatko - mówże, Agatko... Siostra A pan podobno zawsze z rumem? Referendarz Do usług pani - padam nadobnej pani do nóżek całuję brzeżek filiżanki, który się jej palców dotknął proszę o półtrzeciej kropeleczki więcej rumu - ot! tak! - już dosyć. - Gdybym śmiał, powiedziałbym, że nieledwie, że nie za wiele teraz - votre tres humble serviteur! Obywatel A ja, droga pani, dziś pić nie będę - jakoś i tak już od kilku nocy nie sypiam - herbata gorzej by mnie zbezsenniła jeszcze. - Coś i pani stawia swoją filiżankę i nie podnosi jej do ust - coś i pani kochanej niedobrze? Siostra Wyrzekłeś pan - niedobrze. Eks-kasztelanowa A to co, moja kochaneczko, kuzynko, aniołku? Co tobie? W rzeczy samej, źle wyglądasz... Referendarz Jakżeż można, tak prawie, że się tak wyrażę, blasfemować, mościa dobrodziko, twierdząc, iż tak przecudownie urodziwa twarz mogłaby nie już źle, mówię, ale nieco mniej pięknie wyglądać... Niech się pani dla mnie nie fatyguje - ja wolę ot! tamto ciasteczko votre tres humble serviteur! Eks-kasztelanowa Zawszeć to młode wdówki za czymsiś tęsknią po świecie. - Młodziuchnym wdówkom, jak tobie, kuzyneczko, nie po myśli, i bardzo naturalnie, a więc radę weź od starej, tak, od starej, bom jużci przez porównanie, komparatywnie, starsza od ciebie, kuzyneczko - wszak prawda7 - Jużciż starsza jestem - Cecylio, wszak ja starsza od kuzyneczki? Mówże, kiedy się pyta mama! Cecylia O, i dobrze starsza mama. - Eks-kasztelanowa A dziwna rzecz, na balu przeszłej zimy u arcyksięcia Franciszka w Wiedniu miałam suknią białą, zupełnie białą, a na głowie turban pąsowy, na piersiach zaś order Stern-Kreuz, który mi cesarzowa najjaśniejsza austriacka sama dać raczyła - i powiedz no, Agatko nie, Julciu, ty powiedz, wszak to ty, wróciwszy do domu, mi opowiadała, żeś słyszała, jak ten konsul duński, jakżeż to - baron - baron... Julcia Baron Helsinor, mamo. Eks-kasztelanowa Baron Helsznur, czy jak tam, się dziwił - bardzo dobrze wychowany człowiek, comme ii faut zupełnie, dyplomat sławny - więc dziwił się, że Polki, choć takich trzech córek matki, tak hożo wyglądają jednak to pewna, żem starsza, i wiele, od ciebie, mój aniołeczku, kuzyneczko. - Ale nie o tym mowa wracam do mojego - ci panowie to samo ci powiedzą, co ja - wszak tak, moi panowie? - ty musisz koniecznie, ii le faut, wyszukać sobis przystojnego i majętnego - tak, majętnego, bo bez majątku i najrozumniej szy niewiele dokaże - czy ty słyszysz, aniołeczku, kuzyneczko? - a do tego rozsądnego chłopca, bo ten pierwszy twój - nie gniewaj się, Bóg świeć nad jego duszą - to wcale nie był dla ciebie, nie mówię, zły człowiek, owszem, uchowaj Panie Boże, ale zawsze w chmurach, nigdy na ziemi, poeta - i też na suchoty wnet umarł, bo poety to suchotnicy zwykle... Siostra Niech łaskawa ciotka da pokój tej rozmowie. Eks-kasztelanowa Zawsze tak samo na kwiecie; młode wdówki nie chcą słuchać o tym, a jednak nie na czym innym się kończy. Referendarz Kiedy się szanowna ciotka pani przed chwilą czy dwoma chwilami świadczyła nami, a partykułarnie sądzę, że mną, wzywając mnie, jak mniemam, bym głos zabrał i zdanie moje w tej mierze zupełnie bezstronnie ogłosił,, rśmiem zatem mniemać, nadobna pani, że dni pędzone w osamotnieniu wcześnie] czy później sprowadzają melancholią i żeś nie powinna, jak perła, ukrywać się w morzach bezdennych, ale społeczeństwu ludzkiemu... Siostra Dziwi mnie, że pan referendarz przykłada się do żartu, rozpoczętego przez szanowną ciotkę. - Ciotki słuchać muszę - pana, pozwolisz sobie powiedzieć, nie będę i nie chcę. - Chciej więc sam na inny tok nawieść rozmowę. - Przyszłe losy każdego z nas Bogu zostawmy. - Przyszłość jest otchłanią - i czarną, szczególnie w tej chwili. Obywatel Czarną, bardzo czarną; pani dobrze mówisz. - Gdy przechodzę przed jakim kościołem, to mi na myśl nie przychodzą wesela i ślubne obrzędy - ale inne! Eks-kasztelanowa Jakież, mój dobrodzieju? Obywatel Pogrzeby, mościa dobrodziko. Eks-kasztelanowa Wszyscy mężczyźni od dwudziestu do czterdziestu lat tacy ponurzy teraz. Referendarz To, jeśli mam zdanie moje ogłosić, pochodzi z tej rozprzestrzenionej i rozprzestrzeniającej się co chwila bardziej literatury francuskiej, którą tak trafnie nacechował szalonej nazwą samodzielny i wielki, że tak powiem, nasz krytyk, Michał Grabowski. - Po wszystkich księgarniach warszawskich: u Gluksberga, u Spiessa, u Merzbacha, co dzień wywieszone tłumaczenia nowe Dumasa, Sanda itd., itd. - W tym jądro i zaród, i rdzeń tej powszechnej smętności, która salony, przed Rewolucją tak miłe i przyjemne, dziś jakimś tchnieniem chorobliwym owiewa. Siostra Zapewnię Dumas napisał "Wzięcie Warszawy", a pani Sand drugie dzieło, zwane "Cytadelą", w której od lat piętnastu nam, schorowanym umysłom i rozdrażnionym wyobraźniom, się marzy, że przepada polska młódź? Referendarz To co innego, to co innego - ach! prawda, ciężkie czasy - alem jeszcze wczoraj się spotkał na wieczorze u pani generałowej Trusow z senatorem kontrolerem Jurglewiczem, który ma wielki przystęp do zamku, a jest człowiek - panie wiecie

- rozsądny i, że tak powiem, dobrych manier człowiek; nie można powiedzieć, ma i serce - enfin un hommo de poids - dotąd nikt na niego nie powiedział ani że się dał przekupić, ani że okradł lub szpiegował i doniósł - wszak prawda? Obywatel I cóż?... Przyznaję - prawda - by prosto kradł i zaraz z pierwszej ręki donosił, nikt dotąd nie wykrył - więc cóż? Referendarz Bardzo grzeczny dla mnie, nie wiem skąd, ale bardzo i bardzo - zawsze mi mówi: "mon eher", i bierze mnie pod rękę i prowadzi w kąt jaki lub pod okno, pyta się o maje zdanie w sprawach najzawilszych, rządowych, administracyjnych czy finansowych. - Jest człowiek, co zna się na ludziach i wcale nie do tych rzędu należący, którzy serwilizmem petersburskim przejęci, dla przypodchlebienia się najwyższemu chcą język rosyjski wprowadzić, polski wytępić, religią katolicką prześladować i niszczyć lub kodeks napoleoński zastąpić nowym prawem. - Wcale nie - owszem - marszałkowi poddmuchnie, co tylko może dobrego, naturalnie ze wszelką ostrożnością przyzwoitą-i zdaje się w łaskach u marszałka. - Marszałek mu ufa - bardzo ufa. Jużci nie może przed nim chwalić Rewolucji - samo z siebie się rozumie - ani też drugiej podnieść nie myśli - i to prawda - ale w jego całym obejściu się i układzie wiele polskiego pozostało. - Narodowość nasza tkwi w nim, głęboko ukryta wprawdzie, ale tkwi - Bogu dziękować, że i taki wyższy urzędnik nam się tu dostał! Obywatel Panegiryku, kochany referendarzu, nie pisz - tylko mów, co ci ten wyroki urzędnik powierzył wczoraj w kącie jakim lub pod oknem. Referendarz Jakbyś pan był przy tym sam, bo właśnie skoro wszedł do generałowej, śród tłumu, zarazem mu się poszedł zaprezentować i stałem obok niego może z dziesięć minut, pewno nie więcej - po ich upłynieniu, skończywszy rozmowę z pułkownikiem Knoryngiem, odkłonił mi się, a gdym rzekł: "Votre excelience", przerwał mi zaraz i objąwszy mnie ramieniem, przeszedł się ze mną dwa razy po pokoju śród tancerzy, którzy w tej chwili odpoczywali. Obywatel Ale cóż ci powiedział, na miłość boską? Referendarz Nie wtedy - ale później pod oknem - bo gdy znów do mazurka się wzięli, stanął śród kwiatów ustawionych piętrami w donicach między piecem a oknem u generałowej, trzeba przyznać, wszystko wyśmienicie ułożone i z gustem irreprochable - i nachylił mi się do ucha, jak ja teraz do pana hrabiego, i rzekł: "Czy wiesz, co się pokazuje z indagacji wszystkich, mon ami?" - Nie wiem, votre excelience. - "Mon eher, pokazuje się, że nic narodowego w tym wszystkim nie ma, same młode studenty, aplikanty bez grosza i znaczenia; sam mi jo. książę oznajmił przed godziną." A więc cóż to jest, votre excelience? - zapytałem. "Sensymonizm francuski i komunizm niemiecki - tylko nikomu nie powtarzaj - bo, rozumiesz, że tobie jednemu tylko tak dalece zaufałem." A gdym jeszcze chciał czegoś więcej się dowiedzieć, odszedł nakazując gestem, bym śród kwiatów pod oknem się został. Zatem widzicie państwo, że to tylko komuniści! Obywatel Tylko komuniści, którzy chcą, by nas włościanie wyrżnęli - by szlachta przepadła na wieki dla jakichsiś społecznych marzeń - a nie polskich celów! - I ty temu wierzysz? - Tylko komuniści - ci wszyscy ci wszyscy, co nieustannie o lada co aresztowani, płacą życiem całym, na Sybir lub Kaukaz wywiezionym, za książeczkę zakazaną, którą u nich znaleziono - lub za słówko nieostrożne - lub za wzrok śmiały, wymierzony w pojazd przelatujący marszałka i niezdjęcie czapki przed nim. - Nie - to fałsz bezecny - wszyscy ci młodzi pałają zemstą i buntem za kraj uciemiężony w nich szczera, istna, z ojca, z dziada, z pradziada polska, wolna krew! - Ale cóż pani tak bledniesz - co pani jest? Siostra Nic - zupełnie nic - proszę o mnie nie myśleć. Twarz moja bez żadnej przyczyny często się zmieniamoże odwilż nagła na dworze lub może mróz większy bierze i na nerwy moje niewidzialnie działa - niech pan dalej mówi. Obywatel Pani pozwolisz, że zajrzę do drzwi tych na chwilkę. (idzie i otwiera drzwi) Nie

- nikt nie podsłuchuje pewny jestem, że ten lokaj pani, ten drugi, z oczyma modrymi, jakby szklannymi, który kiedy spojrzy, to jakby wyssać chciał duszę z człowieka - płatny w policji. Siostra To samo co i pan myślę - i zawsze mu rozkazuję, by siedział na przedpokoju i dopiero na odgłos tego dzwonka tu przybywał, a nie wołany, "nigdy nie wchodził. Nie lękaj się - nie śmiałby teraz podsłuchiwać, bo wie, że i ja często zazieram do drzwi tych! Obywatel wracając do stolika. Więc szczerze powiadam... Referendarz Zacny hrabio, hrabio dobrodzieju, racz nieco ciszej. Tak łatwo siebie i drugich skompromitować. - Słuch wykształcony i z trzeciego pokoju uchwyta głos taki męski jak u hrabi! Kto za piec ręczy, kto za rurę od komina, że tam nikt nie siedzi? Panna Agata Bodajby siedział nad takim ogniem - udusiłby się wnet. Referendarz Pani ze mnie żart wolny, ale mnie ostrożność nakazana. - Pod figurą mówię o kominie - teraz wszędzie uszami obijają ściany - uszami ścielą podłogi - z uszów szyją kobierce - strach - strach! Lepiej mówić o koncercie zawczorajszym. Obywatel Przecie waćpan nas nie wydasz ni my waćpana. A jak kazałeś, z cicha mówię już. - Na honor więc państwu powiadam, że co do moich chłopów, nie lękam się ich - poszliby w piekło za mną. - Oto jeszcze przed miesiącem zwołałem gromadę. - Chciałem pańszczyznę won, a wszystkich na czynsz obrócić. - Stali na dziedzińcu, skrobali się w głowę, prosili, by tak zostało, jak jest, bo kiedy nieurodzaj, dobrze brać od pana zasiłek, a kiedy czynsz, to samemu trza się starać o zaradzenie głodowi. - Krótko mówiąc, wypraszali się. - Prawda, powiem państwu, żem im już od dawna wszystkie szarwarki i daremszczyzny odpuścił, więc niewielką mają pańszczyznę. - Tak u mnie, a mimo to, powtarzam, trza będzie dojść do czynszu - bo przy pańszczyźnie nigdy nikt nie ustrzeże, by ekonom batem gdzie chłopa nie skropił lub go nie zelżył paskudnymi słowy. I u mnie tak się zdarza, choć pilnuję, proszę, fukam, łaj ę i odprawiam oficjalistów - co dopiero u innych, którzy nie dbają lub nie chcą pojąć, że to inne już czasy! - Straszliwie inne, powiadam państwu. - Przed trzydziestym rokiem ani chłopu się śniło, o czym dziś gada po karczmach. - Zapewnię, zapewnię, że niedobrze z nami. - Przeklęty rząd! - Ot! teraz i wstrzemięźliwości szerzenie się wstrzymał. Rozpity lud to szatańska rzecz - a są tacy dziedzice, którzy go rozpijają dla intraty większej

- rozpijają do szczętu. - Znam ja takich, i to w sąsiedztwie moim, którym by za lada zdarzeniem ich właśni włościanie skosili z karku głowę lub mózg z niej wymłócili cepami. - Złe, zapewnię, źle! - młode chłopcy szerzą rozmaite myśli nowe - groch z kapustą, bigos hultajski. - Mówią o powstaniu! A z czym powstać? ani broni, ani prochu, ani wojska! Więc niby to z chłopów zaraz formować pułki - partyzantką wojować demokratycznie. - Dałby Pan Bóg! ale zamieszanie straszne. - Tu rząd - tam chłop - zapewnię, że źle! zapewnię! Lecz jakem ja szlachcic polski, tak przysięgam, że wszystka ta młodzież nasza nie o komunizmie myśli, ale o Polszcze, o ojczyźnie, o dźwignieniu narodowości myśli! Do wszystkiego gotowi, prawda - w rozpaczy są - prawda - ale jak tu nie być w niej? Mają zwinąć Królestwo za kilka miesięcy - będziem Moskwą - inne prawa - inną religią dadzą.

- Wójtów precz, a sprawników wprowadzą - z ośmiu guberni już tylko pięć zostało

- a już zapomnieliśmy, kiedy zwano je województwami. - Diable źle! - Referendarzu, sam - oto sam mi nie powiesz, że nie jest źle! Referendarz Przepraszam hrabiego, trzymam włóczkę pannie Agacie i muszę uważać, jak ją odwija - więc jakoś nie słyszałem całej dysertacji hrabiego. - Poświadczy panna Agata, żem nie słyszał. Agata Świadczę, żeś słyszał pan referendarz. - Słyszałeś słyszałeś. Obywatel Pytałem się pana, czy sam nie wyznasz, że u nas jak najgorzej wszystko. Referendarz Juźciż, jużciź. - Czy może tę drugą włóczkę mam trzymać pani mojej ślicznej? Agata Mię - słuchaj pan raczej pana hrabiego. Obywatel Tak źle, że gorzej być nie może. Referendarz O, może być, może być jeszcze gorzej. - Dajmy na przykład, że odmieniliby namiestnika, że innego by dali - Murawiewa jakiego lub Bibikowa. Obywatel Mała różnica - czy taki, czy owaki zwierz. Referendarz Jednak marszałek... Obywatel Piękny mi gagatek - masz kogo chwalić! - Marszałek! który dzieci dwunastoletnie każe Czerkasom swoim aresztować i odprowadzać przez całe miasto do odwachu. Jadą stępą, zbrojni w szable, handżary, pistolety, na wściekających się koniach, w pogańskim stroju, z twarzą z piekła rodem, muzułmany, a wśród nich chłopię biedne, w studenckim mundurku, a śmiałe, idzie i nie płacze ni drży - owszem, nasunie furażereczkę na bakier i podwójnym krokieczkiem stąpa sam na własne oczy widziałem. - A kto poczmajstrów wali kułakiem, gdy koni przypadkiem nie zastanie? A kto u wyjścia z teatru, gdy deszcz pada, a jakiś tam obywatel deszcz przeklina, odwraca się i przeklinającego, myśląc, że o nim, nie o deszczu mowa, w twarz uderza? A kto kazał wyprowadzić z koła zebranej szlachty na wyścigach syna obywatelskiego i uwięzić go za brodę, zapuszczoną obyczajem francuskim, ł brodę mu tę w więzieniu ogolić? Mój referendarzu, powiedz kto? Referendarz A juźci sam pan wprzódy jeszcześ wymienił. Obywatel I Konstantego przeszedł twój marszałek! Referendarz Wcale nie mój, wcale nie - ja go nie bronię absolutnie, tylko względowo, powiadając, że jeszcze gorzej być może! Obywatel Gorzej? To chyba na Sybirze lub na szubienicy. A i na Sybirze, i na szubienicy człowiek by jeszcze spokojniejsze miał serce - tam by już nie oczekiwał niczego

- tu już nie czuł nic. - Co robić. Bóg jeden tylko wie. - Jakem wczoraj mówił zacnemu Chrzańskiemu: "Wiesz co, majorze, chyba pić i zapić się z rozpaczy?" A on mi odpowiedział: "Dalibóg, nie ma co innego." I poszliśmy, milcząc, na obiad do Marego, a jednak i kropli winaśmy nie wypili - nie chciało się nam! Eks-kasztelanowa By się rozweselić, o czymsiś zabawniejszym i przyjemniejszym mówić by należało, bo patrzcie, panowie, jak kuzyneczka zasępiona siedzi; to hrabia ją tak pozbawiłeś dobrego humoru. - Pfe! Panie hrabio - to niegalanteryjnie. Obywatel A o czymże gadać? - Na karku tysiąc cetnarów cięży, aż mi kości chrupią, a pani chcesz, bym muchy łapał! Siostra Niech kochanego pana wyrzut ciotki nie dotyka owszem, pan ulgę mi przyniosłeś. Eks-kasztelanowa Tylko nie wracajźe znowu do tej ulgi, aniołeczku, kuzyneczko! - A propos, przecież mówiłaś mi, że się spodziewasz na wieczór Kęty, który miał wypróbować ten twój fortepian. - Gdzież się podział jegomość, że nie przychodzi? Siostra Kto się w one dni spóźnia, może już nigdy nie przyjdzie! Eks-kasztelanowa Co? Referendarz O znaczenie tych słów uniżenie bym panią prosił. Obywatel Nietrudne do pojęcia. - Droga pani myśli, że go może policjanty zaskoczyły, gdy się wybierał na wieczór, i znalazłszy u niego jaką pieśń patriotyczną, dalej powlekły. - Wszystko być może - jednak on ostrożny dosyć i całe dnie zajęty swoją muzyką, mało się wdaje z kim - wszak to myślą pani było? Siostra Zarazem i to, i nie to - bo nie mogłabym twierdzić, że myślę cokolwiek bądź od godziny już - ale za to czuję bardzo mocno - bardzo smętnie - wydaje mi się, jakby się coś zgubnego wokoło nas działo, a my o tym nie wiedzieli, ale mieli wkrótce się dowiedzieć. Eks-kasztelanowa Pfe! to spazmy, kochaneczko. Zadzwońże o anodyny. Doktor nadworny króla imci saskiego radził mi na podobne stany cukier miałki z jakimś morfinowym kwasem - czy jak - powiedz no, Julciu - pamiętasz? Referendarz Wszak pani mego zdania będzie - zapewnię będzie! Jaki to talent u tego Kęty, osobliwie, od kiedy wrócił z Paryża, gdzie grzmiącym polotnie palcom największych mistrzów muzycznych tego stulecia - i, że tak powiem - wszystkich stuleci - się przypatrzył, raczej przysłuchał, choć można by i pierwszego użyć wyrażenia. Siostra Ogromne czucie w nim, głęboko polskie - płaczą wszystkie klawisze łzami rozpaczy, gdy się ich dotknie - płaczą i jęczą, i modlą się do Boga! Referendarz Lisztam nie słyszał. - Nieszczęściem moim najsroższym byłem na Litwie, gdy on zachwycał Warszawę swoją przytomnością - nie mogę sądzić więc - ale Thalbergam słyszał trochę, troszeczkę, troszeneczkę. Wszak prawda, pani, znam się na egzekucji i na generałbasie, słowem na muzyce? - Śmiało więc wyrzekam i bez trwogi stawiam ono zdanie moje: Kęta niewiele niżej od Thalberga stoi - niewiele

- niewiele, moje panie! Siostra O wiele wyżej, bo gra narodowe pieśni! Referendarz O ile też mogę, no, a jużciż mogę, opiekuję się nim po mieście - mojej protekcji niejedną lekcją winien. Tu z początku nie znali się na nim - starałem się jakoś go w pierwsze domy wprowadzić. Obywatel Więc na pewno obiecał się do pani dziś? Siostra Na pewno. Obywatel Któraż to godzina być może? Referendarz Doskonałego noszę zawsze przy sobie Bregueta; widzisz hrabia - dziesiąta! Obywatel Na tym zegarze, nad kominem, już wpół do jedenastej! Referendarz Mój Breguet nieomylny! Obywatel Zdaje mi się, że ktoś idzie. Lokaj Wchodzi Kęta. Obywatel O wilku mowa, wilk jest, Referendarz Raczej O słowiku, bo to najmuzykalniejsze zwierzątko w królestwie zoologicznym. Kęta Daruje mi pani najłaskawsza, że tak nierychło się stawiam, choć zarówno zawsze na jej służby powolny. Obywatel Wiesz, my już zaczynali się o ciebie bać. Siostra I nie pomału. Eks-kasztelanowa Ja woalem się nic a nic nie bała - niech powie Agatka. - Julciu, i ty zaświadcz.

- Niech i Cecylka powie - bo wszędzie teraz na wielkim świecie bałamucić oznacza gust wykwintny i sama z moimi córkami nigdy na godzinę naznaczoną nigdzie nie zjeżdżam, ani w Dreźnie, ani w Wiedniu, ani w Wrocławiu, ani w Berlinie, ani u wód. Referendarz Bonjour, Kęta - dajźe rękę! - bonjour, Kęta! Eks-kasztelanowa Ależ za to, iż pan Kęta tak długo nas trzymał bez siebie i muzyki swojej, proszę, bardzo proszę zaraz do klawikordu i niech pan się stara, żebyśmy wszyscy się ubawili serdecznie, bo ja panu Kecie w konfidencji powiem, żeśmy dotąd samymi czarnymi bzikami tu sobie głowy nabijali - particulierement ten aniołeczek, kuzyneczka - zatem czegoś skocznego nam potrzeba - umiesz przecież pan Kęta wszystkie walce Straussa. - Siadaj pań, siadaj i uracz nas! Siostra Niechże ciotka pozwoli wprzód panu odpocząć I napić się herbaty - może ta za mocna? - poczekaj pan zaraz wody doleję! Kęta Pani zanadto łaskawa i na sługę pamiętna. Słyszałem coś o Straussie. - Kto tu o Straussa prosił? Nie uważałem. Eks-kasztelanowa Ja, ja, panie Kęto, a ze mną Cecylka, Agatka i Julciabo one zawsze to samo myślą, mówią i czynią, co ja tak samo nawet się ubieramy wszystkie cztery. KĘTA zdzie do fortepianu Więc pani dobrodzika chcesz czegoś lekkiego, wiotkiego, pląsów, śmiechów, żartów, chichotań? - Dobrze! Obywatel A to co? - Jeśli to Strauss, niech mnie chłopi właśni powieszą! Referendarz Pyszne - pyszne - ale to raczej requiem - bravo! bravi[ssimo!] i nic z Mozarta tu nie ma - ani jednej nuty - to wszystko jego. - Improwizuje, improwizuje - wszak improwizujesz? - Ja honorem paniom ręczę, że improwizuje - bravo! bravissimo! Eks-kasztelanowa A to pan Kęta dziwny jesteś, chyba vous vouiez pan, żeby ten aniołeczek konwulsji dostał? - Ledwo sama się trzymam, bo i ja mam nerwy arcydelikatne, a pań prześlicznie grasz, on ne peut pas dire, ale nam wcale nie uprzyjemniasz wieczoru. - Co to za tony, święty Józefie! - Ostatni pogrzeb, na którym byłam w Dreźnie, wielkiego łowczego dworu, mi się przypomina, choć tam tylko na rogach dętych trąbiono. - Jezus, Maryja! Agatko, daj mi wody z cukrem - czy wiesz pan, że pan mnie straszysz! Kęta A teraz więcej nie sposób! - Ol! tak - jeszcze akord jeden - pęknie struna może

- inaczej pękłoby serce! - Amen! Siostra Czemu przerwałeś pań? Kęta Sił nie stało! - Później, gdy pani rozkaże, postaram się o dalszy ciąg. Obywatel Oto siądź i bierz się do tej filiżanki - co tam słychać, powiedz! Kęta Śnieg prószy - przykro świecą latarnie po ulicach wiatr pogwizduje. Obywatel Ty coś więcej wiesz, tylko mówić nie chcesz? Siostra Co to jest? co to się znaczy? Krew na rękawie pańskim! Obywatel Prawda, i na kamizelce, i na chustce krew - czyś nie ranny? Kęta Myślałem, że już obmyta całkiem - że już śladu nie zostało, bo nie chciałbym był pani przerażać. - Nie, to nie moja krew - to krew biednego człowieka - ach! ja coś okropnego widziałem. Siostra Mów pan, na miłość Boga, co? Zaklinam pana! Kęta O pół do ósmej wyszedłem od siebie, mając iść do pani. - Na Miodowej spotkałem liczniejsze niż zwykle patrole żandarmów pieszych, a środkiem ulicy jadących kozaków - co jedną rotę minę, druga się wysuwa, najeżdża, przemija. - Pomyślałem sobie: "Coś nowego być musi." - Niedaleko od Kapucynów otarłem się, przechodząc, o szubę czyjąś - zatrzymał się, poznaliśmy się: dawny kolega szkolny, dziś doktor. - Ścisnął mi rękę i rzekł: "Jeśli masz co, schowaj; wczoraj w nocy była rewizja u dwóch mecenasów i kilkunastu młodych uczniów - wszystkich wzięto do Cytadeli, prócz trzech." I wnet się przesunął, i znikł - w czas, bo znów zabrzękły pałasze - patrol nadchodził żandarmski. - Nasunąłem kapelusz na oczy, futro na uszy, ustępując się, by mnie w rynsztok nie zepchnęli. Przeszli - idę dalej. - Pod kolumnami znów mnie ktoś wita. - Patrzę, student z szkoły realnej, brat jednej z moich uczennic. - "Dwie godzin temu - szepnął - widziałem, jak na Krakowskim Przedmieściu pocztą wieziono aresatantów do Zamku - trzy bryczki i jeden kocz, a na koźle każdym kozak i żandarm z dobytymi pałaszami." Siostra Boże mój! a czy nie powiedział, kto? czy nie poznał? czy nie słyszał? czy nie wie? Kęta Nie miał czasu i słówka dodać - przesunął się i znikł. - A oto znów szło policjantów kilku - grubiańskim, zwierzęcym głosem rozmawiali z sobą - nie zaczepili mnie - podwoiłem kroku. - Wie pani, gdzie się Miodowa zakręca na Senatorską? - Otóż dochodziłem buducznika, co tam za halabardą stoi, bezecnikam tego dochodził, gdym musiał się cofnąć przed pędzącymi od króla Zygmunta sankami. - Na każdym rogu ulicy latarnia tam świeci, widziałem więc dokładnie. - Pędził brodacz na koźle, Moskal, co konie wyskoczą - aż sanek powijały pióra wojskowego kapelusza. - Z naprzeciwka, od Marywilu, jechał na nieszczęście swe drożkarz, parą końmi, sankami także. - Nie potrafił na czas skręcić i ominąć - zaczepiły się o siebie sanki. - Słyszę z moskiewskich: "Puskaj, puskaj, ty sukin syn!", a z polskich głos biednego droźkarza: "Zaraz, zaraz, jaśnie wielmożny jenerale." Potem usłyszałem: "Ty miatieżik, ty buntowszczyk, ty Palak!" A drożkarz zaczął wołać: "Jej Bohu, niet, jaśnie wielmożny jenerale", chcąc biedny udać Moskala - i widziałem doskonale - skoczył nieszczęśliwy na ziemię i sanki swoje od moskiewskich wszystkimi siłami odczepiał. Jenerał tymczasem powstał z siedzenia, odwalił płaszcz znad piersi - błysnęły szlify i krzyże i sięgnął ręką do lewego boku. - Drożkarz już sanki odczepił. - Żeby był skoczył na nie i ujechał - otóż nie - usłuchał grzmiącego moskiewskiego rozkazu zostawia konie same i podchodzi pod jenerała - zdejmuje czapkę i kłania się - tłumaczy się i klęka a przykląkłszy, jeszcze niżej się schylił - prawie krzyżem się rozciągnął na śniegu, żebrząc odpuszczenia winy. - Krew ukropem zalała mi serce na ten widok alem nie spodziewał się reszty. - Niedźwiedź ten w szlifach i piórach ryknął raz jeszcze: "Ty Palak!" A drożkarz umilkł - milczy już i leży - aż tu dźwiękło coś i krzywy błysk mignął mi przed oczyma. Z całej mocy, z góry, przeginając się znad sanek, siekł pałaszem jenerał w tę głowę bezbronną, nagą, przypadłą do ziemi - wnet poprawił raz drugi i trzeci, i trzym jęki słyszał - a nie podniosła się głowa czekała na czwarte cięcie, biedna, spodlona, cicha, czarną krwią kapiąca na tym śniegu szarym. - Wtedy klingę obtarł o plecy zwoszczyka i pchnął go w te same plecy gifesem. - Brodacz gwizdnął - konie jak szalone ruszyły prosto w Senatorską! Cecylia Ach! żebym go trzymała, tego jenerała! Agata Oczy bym mu tą igłą wykłuła! Julia Ja bym mu tylko plunęła w oczy, a byłby w polskiej ślinie jad - i wypadłyby zrzenice! Eks-kasztelanowa Mon Dieu, zmiłuj się nad nami! Obywatel A nie powstawajże mi teraz, panie referendarzu! Nie powstawaj - obaczysz - przyjdzie kryska na Matyska. - Hodie mihi, cras tibi, dziś drożkarza, jutro referendarza! Referendarz Niesłychany nielegalności przykład - przyznaję! Siostra Więc ten nieszczęśliwy człowiek zabity na miejscu? Kęta Mało brakowało mu, jednak oddychał jeszcze, gdyśmy go podnosili. - Wstyd mi, wstyd to opowiadać pani! O, nie uwierzysz, jakie przerażenie panuje w tym mieście! - Już z krwią nam po żyłach krąży nieufność już strach rozgościł się w samym szpiku kości naszych. Juźciż, uważasz pani, nie tylko ja, przecież i inni przechodzący byli się zatrzymali na ulicy. - Podczas samego zdarzenia, prawda, nie można było zrazu nic przewidzieć, a później niczemu ni zapobiec, ni oprzeć się. - Lecz kiedy odjechał ten bezecnik - czy pojmiesz pani - nikt z przytomnych jeszcze się nie ruszył - kaźden jak słup stał tam, gdzie przyrósł do bruku. - Na środku ulicy tarzał się ten skrwawiony, wołając: "Jezu, Jezu, Jezu!" - a oni, ci wszyscy, nie śmieli go ratować. - Pierwszy spod filarów Miodowej skoczyłem ku niemu. - Wtedy i tamte postaci w szubach, w płaszczach, czarno zaczęły się zbliżać-ale powoli, oglądając się i milcząc głęboko. - Zdało mi się, żem otoczon trumnami, spodem chodzącymi po ziemi. Obywatel Czegóż się bać było, do miliona diabłów? Siostra Czyż pan nie wiesz, że kogo dotknie się ręka moskiewska w tym kraju, ten już przeklęty - ten już współobywateli ni rodziców, ni żony, ni dziecka nie ma! Obywatel Żartujesz pani! Siostra Gorzki żart, bo tak do prawdy podobny! Kęta Byłbym rad zgodził się patrzeć na dziesięciu drożkarzy zgon z ręki dziesięciu jenerałów, byleby nie widzieć takiego upodlenia. - Wreście na własne jego sanki wsadziliśmy go. - Jam go trzymał i głowęm mu podpierał piersiami - któryś z obecnych wziął lejce ruszyliśmy do szpitala Sw. Rocha. - Podczas drogi mój towarzysz ani słówka do mnie nie rzekł - ni ja też do niego. - Wzajemnieśmy się, znać, mieli za szpiegów. - Przybywszy, złożyliśmy go zaraz w pierwszej sali - już zupełnie był zemdlał - chirurg kiwał głową nad jego ranami. - Jedna osobliwie głęboka. w samo ciemię zadana - jednak po opatrzeniu wrócił do zmysłów i dość spokojnym się wydawał. - Wszak pojmuje teraz pani kasztelanowa, czemum wolał przed chwilą grzebać zmarłych tymi klawiszami niż grać tańce, choćby jej wiedeńskiego ulubionego Straussa? Eks-kasztelanowa Mon Dieu, kiedyż wrócą dobre czasy przyjemnych zabaw i skocznej muzykalności? Referendarz A ja paniom powiadam, jutro wstaję bardzo rano, zaraz jeszcze przed sesją, idę do szpitalu, wezmę nawet i nazwisko rannego, z nim i biegnę do prezesa towarzystwa dobroczynności i zarekomenduję mu, ale serio, bardzo serio, tego człowieka - notabene, jeśli przez noc wyżyje. -- Trzeba legalnie działać - oświecić opinią publiczną - wzniecić lekką agitacją w ksstałt okonelowskiej. - Bierzcie się, panie, do szarpi! - Będziem działali - rozumie się, zawsze w prawnych obrębach... Obywatel Co sobie tak ręce zacierasz? co się tak cieszysz, co tobie się marzy? z kimże masz do roboty? czy z Peelem i Izbą Lordów, że zamierzasz walczyć na mocy prawa z uciskiem? co wygadujesz o opinii? U nas opinią jedyną albo zacisnąć zęby i milczeć - albo porwać się do korda i bić!... Referendarz Toujours des extremes, kochany hrabio! Kęta Niech się pan referendarz spyta tego drożkarza jutro, czy tu kraj umiarkowania.

- Mój Boże! a wiecie panie, co się przedwczoraj zdarzyło? Eks-kasztelanowa Pan Kęta zawsze coś nowego, a coraz gorszego wysypujesz z rękawa. Siostra O proszę pana - mów! Kęta Otóż, przedzawczoraj w domu mi znajomym obchodzono imieniny gospodyni. - Byłbym przysiągł, że śród sproszonych gości na wieczór żadnego donosiciela nie masz - wszyscy krewni lub przyjaciele. - Po kolacji, na której dość gęsto zdrowie solenizantki spijano, grałem na fortepianie "Jeszcze nie zginęła" i Chłopickiego. - Jakoś z muzyki zakazanej przeszło się do rymotworstwa zakazanego i jedna z panienek tam przytomnych zaczęła przypominać sobie ustęp z trzeciej części "Dziadów": Widzenie księdza Piotra. - Ale pamięć się jej potknęła na jakimś wierszu i zapłoniona, to znów blada, stała, nie mogąc dociągnąć do końca.

- Wtem młody urzędnik wyrwał się i wiersza dokończył przy poklaskach słuchaczy - i wiecież państwo, co się z nim, z tym umiejącym Mickiewicza na pamięć, stało zaraz nazajutrz? Obywatel Cóż? Kęta Koło drugiej po północy przyszli do niego żandarmy i przerzucili wszystkie jego papiery, a znalazłszy w nich przepisaną część trzecią "Dziadów", porwali go do Cytadeli! Znać policja już wiedziała, że ostatnie słowa nie domówionego wiersza tej panience podmówił! Więcśród nas tam był zdrajca jakiś! Judasz jakiś! Niech mu Bóg pamięta na dniu sądnym czyn ów, tak jak przez niego zgubiony pamiętał wiersz ten! Siostra Okropnie! Referendarz I dziwcie się, że mieszczanie i lud tutejszy powszechnemu uczuciu przerażenia ulegli! - A jakżeż tu się nie bać? - W takich położeniach bojaźń raczej oznaką rozsądku mnie się zdaje! Siostra Niemniej też i podłości. - Bóg wie, że nie wszyscy ulegli temu powszechnemu, jak pan sie wyrażasz, uczuciu! Bóg wie o tym! Referendarz Niechże pani łaskawa tak się nie gniewa na mnie tak krzesła nie porzuca! Siostra Wiesz pań, że się nie gniewam - tylko trochę przejść się chcę po pokoju - nie zważaj pan na mnie! Kęta Szczególny mi wypadek wraca na pamięć. Eks-kasztelanowa Znowu, znowu coś! Kiedyż się pan zmiłujesz nad nami? Agata Ale, mamo, pozwólże mówić panu Kecie. - Obywatel Cóż takiego, Kęto? Kęta Byłem zapomniał, lecz teraz to jakoś w związku ze wszystkim - więc opowiem, a mnie doktor, dawny kolega szkolny, opowiadał. - Zawołano go przed miesiącem do hrabiny z Podola, która tu zimuje, po niemałych trudnościach otrzymawszy paszport z Kijowa do Warszawy. - Podobno dwa tysiące rubli musiała dać zan pisarzom w kancelarii tamtejszego generała-gubernatora. Obywatel Zawsze tak samo w tamtych stronach - czego nie przekupisz, tego nie kupisz - a czego nie kupisz, tego nie dostaniesz - od najdrobniejszego urzędniczka do najwyższego wszystkim łapę smaruj! - i tu u nas już ten obyczaj się zaprowadza! Kęta Mój przyjaciel, do niej zaproszony, zastał młodziutką u niej wychowaniczkę, dziewczynkę od lat ośmiu, nie więcej, prześliczną, ale cery jakoby umarłej, bez kropeleczki jednej krwi na licach. Radziła się o'nią hrabina - on zaraz poznał, że niedługo pociągnie ta biedaczka - ból serca, ból mózgu zapowiadał niesłychany rozstrój w dziecku takowym - a przy tym dowcip za wczesny błyszczał w jej oczkach czarnych i słówka jakby natchnione z ust jej wychodziły, a zawsze 0 Polszcze i o prześladowaniach wiary katolickiej na Rusi. - Kilka razy coś zapisywał. - Kazał próbować kąpieli i elektromagnetyzmu - nic nie pomagało schła coraz gorzej maleńka I coraz rozumniej się wyrażała. - Wtem, dwa tygodnie temu, raz w nocy go budzą i proszą na gwałt do hrabiny. - Zrywa się 1 bieży. - Za przybyciem, w rozpaczy hrabina prowadzi go do łóżeczka wychowanicy. - Doktory wiecie państwo - zuchwały to na wszystkie biedy ludzkie i kamienny ród - a jednakże mój kolega od stóp do głów zadrżał, gdy ujrzał owo dziecię, krwią z ust i nosa buchającą zalane, a dziwnie uśmiechające się spoza krwi tej strug czerwonych. Sam powiada, że wyglądała jak aniołeczek, męczennik - oczęta jej płonęły niesłychanym blaskiem - i wołała, konając: "Tak wkrótce jak mnie, z ust Moskalom krew lać się będzie." - On, co mógł, czynił, by krwiotok zatrzymać, ale znać coś w serduszku tym było pękło - po godzinie duszyczkę oddała i w samej chwili skonu jeszcze raz krzyknęła, a silnym, ostrym, dżwięczącym głosem: "Tak jak mnie - wkrótce im." - Co państwo mówicie o tym? Siostra Kiedy dzieci umierające tak prorokują na ziemi, to Bóg wielki sam chyba coś gotuje w niebie! Cecylia Zapewnię. Agata Bóg sam - Bóg! - tak! Julia Tylko niechże prędzej zagrzmi! Obywatel Niechby już i demokracja wystąpiła! Eks-kasztelanowa Kuzyneczko, aniołeczku, słuchajże, proszę cię, ja cię bardzo proszę, nie chodź tak wzdłuż i wszerz na uboczu! - Czy nie widzicie, panowie, jak ona coraz bledsza? - Nie podoba mi się, że tak ręce założyła na piersi i patrzy, Bóg sam wie, gdzie - wracaj że tu, kuzyneczko, do nas! Obywatel do Kęty Dalibóg - patrzaj! Cudnie piękna, choć taka posępna i blada. Kęta do Obywatela Istny posąg z najbielszego marmuru chodzący! Eks-kasztelanowa Czy słyszysz, ma chore? - Panie Kęto, zagraj co, może się przebudzisz z odrętwienia. KĘTA siada do fortepianu Ale nie Straussem dopełnię pani życzenia! Eks-kasztelanowa Czym bądź, monsieur Kęta! Siostra Co za jęk? - Jęk po jęku - czy słyszycie? Wszystkich wzięto - wiozą ich - już nie ujrzą dnia naszego. Sybirskie światło będzie im pogodą ostatnią życia. Ach! to pan gra? - Dziwnie! - mnie się wydało, że tysiąc bratnich serc pęka w tej chwili i że w powietrzu skarga ich drze się, a nie może dodrzeć się do nieba bo wszystko tak trudnym - tak trudnym. Obywatel Bądź łaskawa, droga pani, nie marz tak czarno. Siostra Panie Kęto, ty wiesz, na pewno wiem, że wiesz, kogo to wieźli na tych bryczkach do zamku dziś? Kęta Imię ich - oto w akordach moich drga - imię ich w duszy mej i palcach moich - ale wymówić go nie mogę wyraźnie, po ludzku, bo go nie znam! - Przysięgam pani na to! Siostra Czy słyszycie ten dzwonek? - Oto sanki zajechały ktoś przybywa - ktoś mi powie tego, co mi nikt z was powiedzieć nie może. Obywatel Uspokój się, pani - wieleż to sanek przejeżdża po ulicy i zajeżdża do kamienic rozmaitych. Siostra Jam chwytnie słyszała - do tego domu zajechały! Teraz kroki czyjeś po wschodach się przesuwają. Czyście ogłuchli? Kęta Mylą panią moje uderzenia - przestanę! Obywatel Prawda! - teraz i ja słyszę. Siostra Idzie - idzie - a wiecie kto? Wszyscy Kto? Siostra Ktokolwiek on, to zowie się: Nieszczęście! Słychać głos za drzwiami. [Głos za drzwiami] Kiedy ci mówię, puszczaj! - Czy nie wiesz, żem przyjaciel brata pani i pani. - Obywatel Ach! to pan Edward! Wchodzi Sąsiad. Siostra Wiedziałam! Sąsiad . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . KONIEC KSIĄŻKI

Lista stron

 

  • Komedia01.htm
  • rok1846.htm