Biblioteczka

Stefan Zeromski

Ponad snieg

STEFAN ŻEROMSKI

PONAD ŚNIEG BIELSZYM SIĘ STANĘ

DRAMAT W 3 AKTACH Panu Juliuszowi Osterwie, niezrównanemu artyście i reżyserowi, autor OSOBY DRAMATU RUDOMSKA WINCENTY,jej syn HELENA IRENA ŚWIATOBOR JOACHIM OFICER STARSZY ŻOŁNIERZ ŻOŁNIERZE,CHŁOPI Rzecz dzieje się współcześnie na kresach wschodnich. AKT PIERWSZY Scena przedstawia duży pokój w starym dworze na kresach wschodnich.Dostatnie meble, portiery,na ścianach obrazy.Z lewej strony wielka i szeroka szafa biblioteczna,pełna książek i manuskryptów.W głębi sceny duży,staroświecki komin z kamiennym obramowaniem. Z prawej strony komina drzwi,z lewej okno,zastawiane kwiatami.–Przy drzwiach stoi młynarz Joachim,człowiek starszy,chudy,dziobaty,mówiący krzykliwie.Ubrany jest w długie buty i szary drelich.W rękach obraca kaszkiet z daszkiem.Wincenty Rudomski,młodzieniec lat dwudziestu,jedyny syn dziedziczki dóbr Łuża,wysmukły,piękny,przechadza się niespokojnie,potrącając krzesła,raz w raz rozgarnia kwiaty i wygląda przez okno. WINCENTY A przez Ciekłe? JOACHIM Ani mowy!Wylało na wiorstę!Pszenicę zmuliło na tym wzgóreczku,co za brzeziną,a przecie gdzie zboże,gdzie woda! WINCENTY A od Psarskiego? JOACHIM Toć jaśnie paniczowi gadam:jedna woda rwie nad całymi łąkami od pagóra do pagóra. WINCENTY I mostu na rzece,mówisz,nie widać? JOACHIM Jakże ma być widać most,jaśnie paniczu,kiedy tam z mostu ani dyla!Stympale same wyrwało i poniosło,nie dopiero most,dyle.Belki przecie niesie na sobie,płoty,częstokoły, pleciaki,strzechy,stogi siana,kopy,pokosy … WINCENTY No,więc jednym słowem żadnego do nas nie ma dostępu.Jesteśmy z trzech stron zalani. JOACHIM Ano!Kaczka tamtędy chyba przeleci albo ten jastrząb.Tylko nasza grobla trzyma cały wart wody,żeby pięciu wsi nie zatopiło.Ja ten rów na końcu grobli,co go jaśnie panicz widział,cięgiem rozszerzam i puszczam przybór na lewą rzekę.Zbieram obrus powodzi w tamtą stronę.Można przecie sobakę zmanić na lewo.W upuście jednego stawidła nie podnoszę i, uchowaj Boże,na upust wody nie popuszczam,boby porwało.Tak jak teraz to wierzchem sobie,wolniusieńko powódź idzie,na pół wiorsty szeroko.To samo jaśnie pani dziedziczka chwali.Pod najsroższą karą nakazywała,żeby wodę naszą groblą trzymać,choćby się miała wylać na nasze pola w górze stawu,a ludzi zaś dólskich chronić.Własne jaśnie pani dziedziczki są słowa:„choćby miało zalać samą pszenicę za krzyżem,ty,Joachim,trzymaj!” WINCENTY Ale czy nasza grobla sama wytrzyma? JOACHIM Skoroby jeszcze deszcze szły,jako teraz? WINCENTY A właśnie! JOACHIM Moc boska!Jedno wiem:upustu nie można tknąć.Jakby napór powodzi na upust poszedł, nie wytrzyma żaden słup ani stawidło.Sam upust ze w s i e m wyrwie i poniesie,uchowaj Boże miłosierny!Taka to woda!Trza bez zmrużenia oka głęboką moc wody kierować na ten przekop,co w końcu grobli.Zmiłowanie boskie nad nami! WINCENTY Jakże ty myślisz,Joachim?Znasz przecie swoje wody i wszystkie drogi.Pan Olelkowicz przejedzie bezpiecznie od strony Mochnów?Ta jedna jedyna drożyna mu została.Prawda? Przecie to jutro rano ślub panny Ireny.On tu dziś nad wieczorem musi być!I będzie,żeby kije z nieba leciały.Ja go znam! JOACHIM Od Mochnów przejechać może tą drożyną,co nad rzeką.Ale ta drożyna wodą zalana.Po zady konie będą we wodzie brodziły,powóz się wody opije,ale przejechać mogą,bo przecie tę drogę znają.Sam jaśnie panicz Olelkowicz ją zna,no i na koźle nie będzie miał byle kogo, tylko samego Kukwę,a ten tę drogę zna jak swoje pięć palców. WINCENTY

Znać drogę,znają,ale pomyśl,że ze trzy wiorsty będą musieli na oślep noga za nogą je- chać w głębokiej wodzie.Nad tym pomyśl! JOACHIM Jeżeli woda nie przybierze,jeżeli,na przykład,powódź będzie taka sama … A jeśli,czego Boże broń,głębsza pójdzie … Jakaż tu na to rada! WINCENTY Jeżeli już są w drodze? JOACHIM Czy ja wiem?Może na taki czas jaśnie panicz się zastanowił i nie wyjechał. WINCENTY Pleciesz!Są w drodze,bo wysłał telegram z miasta dziś rano,że wyjeżdża. JOACHIM Kiedy ten posłaniec z telegrafem tu przyszedł?Ja go nie widział. WINCENTY Wyżynami przeszedł. JOACHIM To to jego Michał łodzią dostawiał? WINCENTY No,właśnie. JOACHIM Ha!Wola boska!To już jaśnie panicz Olelkowicz jedzie.Teraz będzie może w Leszczycy, może gdzie dalej,może bliżej.We wodę się pewnie puszcza.Mogą przejechać,bo Kukwa będzie pozór dawał.Jeśli gdzie powódź wyrwę wyjęła,no,to się wywalą we wodę,ale i wylezą.Na ślub przecie jadą. WINCENTY Tak,prawdę mówisz:„na ślub przecie jadą ”… JOACHIM Chybaby jaśnie pani sama ślub odłożyła,ale widzi mi się,że chyba nie. WINCENTY Nie,nie odłoży,żadną miarą nie odłoży.Bądź zdrów,Jochym. JOACHIM Upadam do nóg,jaśnie paniczu. wychodzi WINCENTY Na ślub przecie jadą … Patrzy długo we drzwi,za którymi zniknął Joachim.Słychać daleki,monotonny szum powodzi,kiedy niekiedy krzyk z odległości.Zbliża się do okna,wygląda. Pada … Znowu ulewa! z radością Rozstąp się,niebo!Spadaj,potopie niebieski! po chwili Jutro o tej porze już będzie po wszystkim.Wrócimy z kaplicy w Klonach,gdzie się odbędzie ślub Ireny z Olelkowiczem.Cóż ja pocznę,gdy będę patrzał na ten ślub,gdy potem będę jechał konno za ich powozem?Jak ja sobie dam radę!Jak ja ten jutrzejszy dzień … głucho szlocha,wałęsając się po pokoju Jutro … o tej porze … Ociężale zmierza do sofy,stojącej z lewej strony,siada bezwładnie w rogu i ujmuje swą głowę w obiedwie ręce.Tak pozostaje długo w nieruchomej postawie. IRENA uchyla drzwi,wchodzi na palcach,rozgląda się po pokoju,mówi szeptem: Wiko! WINCENTY z radością,z rozkoszą A! IRENA szeptem,tajemniczo Nie ma tu nikogo? WINCENTY Nie ma nikogo. IRENA wskazując drzwi na lewo A tam? WINCENTY Zdaje mi się,że i tam nie ma nikogo. IRENA Zobacz. WINCENTY pospiesza do drzwi bocznych,uchyla je i zagląda przez szczelinę. Po chwili: Nie ma tam żywej duszy. IRENA gwałtownie Wiko!Wicuniu! WINCENTY I cóż? IRENA Płaczesz … WINCENTY Nie,Iruś … IRENA Płakałeś,ty,taki duży mężczyzna!Student uniwersytetu,dziedzic Łuży … WINCENTY Śmiej się,Irenko,śmiej do rozpuku!Jutro … IRENA w uniesieniu Ach,jutro! WINCENTY Czemuż wyśmiewałaś się ze mnie? IRENA Wyśmiewałam się z nas obojga!Z ciebie i ze siebie!Sama nie wiem … WINCENTY Czegóż chcesz ode mnie? IRENA Nie wiem … Chciałam … Musiałam … pożegnać się … WINCENTY To już na wieki,Iruś! IRENA Na wieki. WINCENTY Idź sobie!Bo mógłbym cię za to słowo!… IRENA Mnie?Alboż to moja wina?W inną stronę zwróć twe pogróżki! WINCENTY Ty,nie kto inny,odchodzisz na wieki ode mnie! IRENA To prawda,że konie i juczne woły więcej mają woli niż my! WINCENTY Za późno już dziś na wyrzekanie.Już się stało. IRENA Czemuż nie okazałeś swej woli,żelaznej woli? WINCENTY Jedno ci mówię:nie zdołam przeżyć jutrzejszego dnia!Wiedz o tym! IRENA A ja? WINCENTY Ty?Będziesz miała młodego męża … IRENA A ty masz młodą narzeczoną. WINCENTY Czy po to przyszłaś tutaj,żeby mię razić po raz ostatni,żeby wytykać mi moją nędzę? IRENA Ty,młody i silny mężczyzna,chciałbyś,żebym ja wzięła była na się wszystko,żebym stanęła oko w oko do walki z twoją matką.Sam dobrze wiesz,że nie byłabym wygrała.Nigdy! Zwyciężała mię ona przez całe moje życie,od najdawniejszego dzieciństwa,od pierwszych dni,które pamiętam.Znała mię i wiedziała,jak i czym mię pokonać.Pokonała mię. Cóż miałam począć? WINCENTY Wiesz więc dobrze,z kim mnie walczyć wypadło,a chcesz,żebym ja,syn,podjął tę walkę. Przeciwstawić się jej,bój z nią rozpocząć?Gdybyż to zresztą można z nią było mocować się, jak z każdym na świecie człowiekiem … IRENA z ironią Czemuż to znowu nie można,jak z każdym na świecie człowiekiem?Tego nie rozumiem. Nie jest przecie bogiem,aniołem ani demonem.Taki sam to człowiek jak tysiące innych na świecie.Takuteńki.Majątek mój,którym tak przecie znakomicie miała administrować,o czym słyszałam przez całe swoje życie –gdy przyszło co do czego,gdy dorosłam i stałam się człowiekiem,gdy mogłam go zażądać –gdzieś się zawieruszył.Jest,oczywiście,umieszczony w ziemi i budynkach,pozapisywany u rejentów,ale posagu otrzymać nie mogę,gdyż są trudności.Pan Olelkowicz nie żąda majątku.Nie majątku mego pożąda,tylko mnie samej. Kocha mnie.Na wszystko gotów jest zamknąć oczy … Jakże wobec tego miałabym wytoczyć ordynarny spór o me pieniądze,komu,mej dobrodziejce,wychowawczyni,ciotecznej siostrze mej matki?Powiedz … I tak oto … jutro … nadchodzi … WINCENTY Ach,gdybyż choć o jeden krótki dzień,o jednę dobę to jutro odwlec! IRENA Wiko!Cały jesteś w tym okrzyku! WINCENTY Ja już nic nie rozumiem,nic nie wiem! IRENA. Tak,ty nic nie rozumiesz.Ty tylko czujesz,nieprawdaż? WINCENTY Gdybyś mogła przez jednę sekundę czuć to,co ja czuję!Gdybyś mogła … IRENA Powiem ci w oczy:czuję z pewnością to samo,co ty,lecz nadto dławi mię to wszystko,co wiem.Nie cierpię,nie znoszę tego Olelkowicza.Zgodziłam się na wszystko,co twoja matka uknuła,gdyż pragnęłam poznać całą tę gmatwaninę intryg.I jeszcze jedno:chciałam ją jak najdalej,jak najskryciej wywieść w pole. WINCENTY Gdybym mógł dzisiaj umrzeć! IRENA To jedno byłbyś w stanie wykonać,posłuszny synu. WINCENTY cichaczem Umrzyjmy razem,Irenko! IRENA A nie zląkłbyś się gniewu mamy?Wszystko,nawet umrzeć,byleby gniewu mamy na siebie nie ściągnąć.Istny – m a m i e ń k i n s y n o c z e k … WINCENTY Tak.Masz słuszność.Nie ja sam drżę przed nią,lecz wszystko we mnie drży z trwogi przed każdą jej boleścią.Nie mam siły,żeby ją zasmucić,nie mam odwagi bólu jej zadać … IRENA szyderczo A więc – cóż mamy począć?Wszystko się jako tako układa.Nie rozgniewasz mamy ani dziś,ani jutro.Będziecie w zgodzie,gdy ostatni termin będzie mijał.Ja sama nie dałabym jej rady.Znam swą siłę i jej potęgę.Zostać tu po zerwaniu z Olelkowiczem,mieć ją przeciwko sobie dzień i noc,żyć tu – o,nie!To nad me siły!Zbyt tu długo cierpiałam.A uciec w świat sama jedna – nie potrafię … z rozpaczą Słodka noc zapanuje pod tym dachem.Stęsknione usta Helenki czekają na twoje usta.Na moje usta także czyjeś czekają … WINCENTY Idź,już idź! IRENA z żałością Wiko!to nasz ostatni dzień … WINCENTY Już niedaleko jest twój mąż.Jedzie teraz noga za nogą.Konie jego brną w wodzie.Nie ma złej drogi do swojej niebogi.Za godzinę czy za dwie godziny tu będzie.Chodź!Wyjdziemy przez ogrodowe drzwi,przez ogród,wsiędziemy w łódź … Powódź ją wywróci … Poniesie nas spieniona wiosenna woda.Daleko,daleko … Wyrzuci nas na jakiś łaskawy brzeg i złoży na kwiatach wiosennych … IRENA A wszakże to zadałoby boleść twej mamie. WINCENTY Nie będę tego już ani widział,ani czuł.W wiecznym szczęściu będę spał na twoim sercu, przy twoim boku.Czytałem w jednej pięknej opowieści Lamartina,że związali się tak oto sznurem,żeby ich wody nie rozdzieliły,a ludzie nie ważyli się rozwiązywać. IRENA Ach,ty,chłopczyku … z głęboką ironią Lamartina!… WINCENTY Mam taką linę,z którą w Tatry chodziłem … IRENA Za godzinę przyjedzie Olelkowicz!Kto go powstrzyma?Co go powstrzyma?Szaleństwo mię ogarnia.Po cóżem na to przystała,nieszczęśliwa!Kopyta koni brodzą w głębokiej wodzie … nie!Po moim żywym ciele idą ostrymi podkowami … z szaleństwem Za godzinę!Kto mnie,nieszczęsną,poratuje,kto mię obroni,kto mię przed tym człowiekiem zasłoni?Co mnie obroni?O,Boże mój! Wychodzi.Wincenty rzuca się za nią,lecz staje jak wryty przed zatrzaśniętymi drzwiami. Pozostaje tak długo w zamyśleniu.Nagle podnosi głowę,śmieje się radośnie raz,drugi i trzeci.Pędem wybiega. RUDOMSKA wchodzi,za nią Helena Nie znasz jej,Helenko,tak dobrze jak ja i dlatego tak sądzisz.Z pozoru rzeczywiście wygląda to tak,jak mówiłaś przed chwilą,ale kto zna Irenę od dzieciństwa,kto ją prowadził za rękę przez tyle lat,jak ja,ten wie na pewno,że wszystko się na dobre obróci i pójdzie doskonale.To są tylko pozory zewnętrzne. HELENA Gdy słyszę te zapewnienia,znowu szczęście wstępuje do mego serca. RUDOMSKA Miałam ja z nią zgryzot niemało i niejedno musiałam przełamać.Upór w niej rzeczywiście szalony,samowola,a raczej swawola,monstrualna.Toteż,gdy dziś mam ją oddać w ręce tak silne i prawe jak Olelkowicza,czuję ulgę niewymowną.Wiem,że spełniłam i spełniam swój obowiązek do ostatka. HELENA Czy Irena go kocha? RUDOMSKA Ależ kocha go.Oczywiście.Gdyby kochała do szału,nie pokaże tego po sobie.Przeciwnie, będzie stroiła fochy i robiła miny najrozmaitsze.Ręczę,że gdyby ją porzucił,rozpaczałaby znowu bez końca.W niej wszystko musi być na wspak,to darmo. HELENA Bo mnie się zdawało … RUDOMSKA Ach,moje dziecko!Być może,iż Irena nie kocha swego narzeczonego tak bałwochwalczo, tak romantycznie,jak ty Wika,lecz kocha go na pewno.Zobaczysz za miesiąc,za dwa,po ślubie.To dziewczyna silna,z temperamentem,a on jakby dla niej stworzony.W korcu maku się wyszukali. HELENA Raczej w korcu maku ich wyszukano i znaleziono. RUDOMSKA z rozdrażnieniem Moja droga!Zanadto wy,młodzi,dzisiaj sobie pozwalacie.Krytykujecie,wtrącacie się w nie swoje rzeczy,sądzicie.Za moich czasów rodzice decydowali o takich sprawach bezwzględnie i nieodwołalnie,opiekunowie łączyli stadła z rozmysłem i na wiele lat z góry.I było dobrze. Ja sama … HELENA Nie zmieniły się więc zbytnio czasy,bo dziś przecie dzieje się to samo,co niegdyś. RUDOMSKA Inaczej się dzieje,bo my przyjmowaliśmy z pokorą decyzje naszych drogich rodziców.Wy dziś gotowi byście,jak prawnicy,lustrować wszystko,aż do najskrytszych rejestrów mądrości rodzicielskiej. HELENA Droga mamo – a tak słodko jest nazywać drogą panią tym imieniem – boję się,żeby nie postawić nogi na czyjejś krzywdzie – nie!obok czyjejś krzywdy.Nie chciałabym mieć niczyich łez … RUDOMSKA gwałtownie Czy masz choć cień przyczyny do takiej trwogi? HELENA Irena nie kocha Olelkowicza! RUDOMSKA Wydaje ci się!Każda kobieta kocha inaczej. HELENA Gdym się obudziła dziś w nocy,słyszałam jej spazmatyczny płacz … RUDOMSKA To jest zwykłe … HELENA To jest niezwykłe cierpienie. RUDOMSKA Olelkowicz jest pięknym,zdrowym,zacnym i silnym człowiekiem. HELENA Mamo!Mamo!I bogatym … RUDOMSKA I bogatym.Niewątpliwie.Bardzo bogatym.Majątek Ireny,którym administrowałam przez lat tyle uczciwie i przezornie,wskutek rozmaitych okoliczności,których tutaj nie mam powodu i obowiązku przedstawiać,nie jest w takim stanie,w jakim by być powinien.To jest prawda.Wszystkie okoliczności,cały splot przyczyn tego stanu rzeczy przedstawiłam szczegółowo Olelkowiczowi z dokumentami w ręku i uzyskałam z jego strony zupełną absolucję. Jestem w porządku,mój kochany sędzio. HELENA cicho Należałoby i ode mnie uzyskać taką samą absolucję. RUDOMSKA ze zdumieniem Od ciebie? HELENA cicho i spokojnie Przecie już powiedziałam.Nie chcę mieć poza sobą niczyich łez.Dziś słyszałam płacz Ireny i łzy jej padały na moją duszę.Chciałabym być szczęśliwą,lecz szczęściem pełnym ludzi czystych i niewinnych. RUDOMSKA A cóż to może znaczyć? HELENA Irena idzie za mąż według reguły dawnych czasów … po chwili,z wahaniem się idzie za mąż bez miłości,pod przymusem … RUDOMSKA Moja droga!Nikt jej tego człowieka nie narzucał.Nikt jej nie przymuszał.Najmniej ja. Sama zgodziła się,dobrowolnie przystała,gdy była zapytana … HELENA Przystała? RUDOMSKA Ach,dość już tych dzieciństw!Olelkowicz dziś tu będzie.Mamy tyle spraw na głowie,taki ogrom przygotowań,a tracimy drogi czas na sentymentalnych gawędach.Na dobitkę – ta powódź.Szczęście,że nie jesteśmy odcięci od kościoła i że nie trzeba będzie łodzią się wyprawiać do tego ślubu. z czułością Jesteś w tym domu po raz pierwszy,gdzie masz na zawsze gospodarzyć,gdy nas już nie będzie.Trzeba,żeby każdy krok twój w dniu dzisiejszym był krokiem wesela. całuje ją HELENA z wdzięcznością Tak bym tego pragnęła! RUDOMSKA Dobrze się stało,że w e s e l e sprowadziło cię w progi domu twego przyszłego męża. A choć nieprędko mężem nazwiesz tego dzieciaka … HELENA z uniesieniem Pragnęłabym,żeby to było wieczne wesele mojej i jego duszy! RUDOMSKA To już od was,młodych,zależy,od was jedynie.Weselcie się w duchu.Moja dusza będzie z wami … Helena całuje ręce Rudomskiej.Po chwili błagalnie: HELENA Gdyby jednak … RUDOMSKA Co? HELENA Gdyby Irenka wyznała jawnie i otwarcie,śmiało i niewzruszenie,że nie kocha Olelkowicza, kiedy on tu przyjedzie … RUDOMSKA zimno i twardo Olelkowicz będzie tutaj za godzinę.Trzeba było dawniej załatwić owe romanse.Ślub jutro. Dość już gadaniny o dzieciństwach! po chwili,łagodnie Chodź no lepiej,dziewuszko moja,pójdziemy do gospodarstwa.Pokażę ci niejedno jeszcze z twego przyszłego dziedzictwa.Niech no się twoje wielkopaństwo z wysokich parnasów raczy zniżyć do naszego poziomu. Wchodzi Wincenty. A,jesteś … Cóż powódź? WINCENTY w podnieceniu i rozterce Wzbiera. RUDOMSKA Czy ten przekop Joachima pomaga? WINCENTY Niewątpliwie.Odprowadza nadmiar wody.Byłem tam właśnie.Nasza grobla trzyma nawał powodzi znakomicie. RUDOMSKA Trzeba by ów otwór jeszcze bardziej rozszerzyć. WINCENTY Kazałem to zrobić.Grunt tam jest już stały,zbocze pagórka,więc nie ma obawy o wyrwanie jamy zbyt wielkiej. HELENA Czy mogłabym to zobaczyć? WINCENTY Najchętniej cię poprowadzę,ale za chwilę,bo teraz deszcz znowu się puścił jak z cebra. RUDOMSKA Ale,ale!Trzeba na gwałt posłać kogoś z osękami,linami i parą koni oklep po Olelkowicza. Kto wie,co im się może przydarzyć. WINCENTY Właśnie o tym myślałem i dlatego tu przyszedłem z projektem,nie wiedząc,czy się mama zgodzi.Myślę,że to właśnie Joachim z młynarczykiem powinien oklep pojechać.Oni obadwaj najlepiej znają wody,drogi,łożyska obudwu rzek i miejscowość. RUDOMSKA A nie obawiasz się o groblę bez dozoru Joachima? WINCENTY Teraz nic się już stać nie może,gdyż wszystko przewidział i wykonał znakomicie.Gdyby zaś upust wyrwać miało,to przecież on na to nie poradzi. RUDOMSKA Ach,dajże pokój!Boże zachowaj od nieszczęścia! WINCENTY Zresztą on powróci wkrótce,najdalej za godzinę. RUDOMSKA Więc wydaj mu polecenie.Powiedz,że pani dziedziczka kazała,bo to on lubi,żeby było po formie.Ma wziąć gniadą fornalską parę,młynarczyka,liny,osęki i natychmiast niech rusza.Może sobie jeszcze dobrać kogoś ze służby. WINCENTY Najlepiej niech weźmie parobka ze młyna. RUDOMSKA Dobrze,byleby jechali jak najprędzej! Wincenty idzie w kierunku drzwi. Słuchaj no,ale sam musisz być w okolicach grobli i młyna,mieć pilne oko na groblę i powódź.Gdyby coś … WINCENTY zamyka szybko drzwi za sobą Rozumie się,rozumie się … HELENA za nim Taki deszcz! WINCENTY za drzwiami Biorę płaszcz gumowy … HELENA błagalnie Zawołajmy tutaj Irenkę.Ona przecie sama … RUDOMSKA po namyśle Dobrze,idź po nią. Przechodzi poprzez scenę,zbliża się do sofy,siada tam i spogląda we drzwi,za którymi znikła Helena.Twarz jej stała się surowa i zimna.Wchodzi Helena,za nią Irena. Powódź zepsuła twój dziewiczy wieczór,droga Irenko. IRENA Tak.Będę miała bardzo smutny dziewiczy wieczór. RUDOMSKA Miały się zjechać wszystkie panienki z sąsiedztwa,wszystka młodzież.Gdyby Helenka była odłożyła na parę dni swe przybycie,byłybyśmy same we dwie święciły twoje ostatnie chwile przed ślubem.Szczęście,że mamy tego kochanego gościa. IRENA Helenka nie jest już gościem w tym domu:należy do rodziny.Będę więc doprawdy sama jedna w ciągu tego wieczora. HELENA Czy dlatego w twym głosie drży nuta tak głębokiego smutku? IRENA Ślub …Jest to dzień wielkiego znaczenia.Jakże nie być smutną wobec takiego obrzędu?I ciebie czeka podobny smutek … HELENA Och,jeszcze nieprędko … RUDOMSKA Lecz za tym chwilowym zaćmieniem,zaręczam wam,kryje się słońce nieznanego szczęścia, które cienie rozprószy i napełni serca weselem. IRENA Któż może wiedzieć,co to jest cudze szczęście. RUDOMSKA Mówisz do nas tak dziwnym,nienaturalnym,powiedziałabym,napuszonym językiem. IRENA Mam od jutra stać się kobietą,panią swej woli.Puszę się oto i przybieram pozy,żeby być czym innym,niż jestem.Przestaję,ciociu,mówić językiem dziecka,które przez tyle młodych lat,przez tyle lat prowadzono za rękę.Zaczynam kroki stawiać sama.Zaczynam także wyjawiać swe myśli. RUDOMSKA Ciekawa będę usłyszeć twe myśli,dziecko,które prowadziłam troskliwie za rękę. IRENA Wyjawię tedy,ciociu,pierwszą myśl samodzielną,która ciocię może zadziwi,a może nawet urazi. RUDOMSKA Słucham!Słucham! IRENA Powiem,iż taka ciekawość jest to żądza grzeszna. RUDOMSKA Dlaczego? IRENA Jest to – jak by powiedzieć?– prawie to samo,co przystawianie ucha do piersi kogoś,kto umarł,z grzeszną ciekawością dowiedzenia się,czy umarł w istocie,już naprawdę,czy jeszcze może,czego Boże broń!– pogrążony jest w letargu. HELENA Co ty mówisz,Irenko?! IRENA Wypowiedziałam napuszone porównanie stylistyczne.Użyłam metafory,przenośni,czy jak się tam nazywa taka sztuczka językowa.Niestety!Nigdy nie byłam dobrą uczennicą w żadnym kierunku.Ciocia miała we mnie zawsze tak dużo do zganienia. RUDOMSKA Tak,nawet w tej chwili miałabym w tobie niejedno do zganienia. IRENA Ciociu!Czas mija i ucieka,a moje uszy są nastawione z posłuszeństwem i pokorą – może już po raz ostatni.Kto wie,czy jutro,po ślubie,będę już tak posłuszna,jak jestem dzisiaj. RUDOMSKA Gdyby żyła twa matka,nie trudziłabym cię na pewno moimi przestrogami,nie nagabywałabym morałami i nie byłabym narażoną na twe niegrzeczne wynurzenia. IRENA ponuro Gdyby żyła moja matka … RUDOMSKA Twoja matka była moją siostrą,nie rodzoną wprawdzie … byłyśmy przyjaciółkami najserdeczniejszymi.Celina umierając wiedziała,że w pewnych i niezawodnych rękach zostawia swe dziecię. IRENA z głębokim wzburzeniem Umarli żyją i widzą.Moja matka wie i widzi wszystko! RUDOMSKA Co to znaczy?Co chciałaś przez to powiedzieć? IRENA opanowując uniesienie To już wszystko,co mogłam dziś powiedzieć … HELENA Irenko,uspokój się! IRENA do Heleny Alboż nie jestem spokojna?Czy powiedziałam cokolwiek niewłaściwego?Alboż uczyniłam lub czynię cokolwiek,co byłoby niezgodne z wolą cioci,z jej życzeniem,z jej rozkazami? HELENA Byłoby lepiej,gdybyś mówiła spokojnie,lecz z głębi duszy,jasno i szczerze. IRENA z szyderstwem Jasno mówić i szczerze … Oduczyłam się mówić jasno i szczerze. HELENA W tym dniu powinnaś zdobyć się na to,czego nie umiesz.Powinnaś zdobyć się na wolną i wyraźną mowę duszy. IRENA Mowa duszy … Mowa duszy … Nie uczono tutaj mojej duszy przemawiać.To niemowa! A gdyby nawet przemówiła,nie ma ucha,które by głosu jej wysłuchało. HELENA Mylisz się! IRENA Niestety!Nie mylę się.Gdybyś ty sama mowę mej duszy usłyszała,pierwsza byś na mnie rzuciła kamieniem potępienia. HELENA Nigdy nie rzucam kamieniem potępienia. IRENA Zapewniam cię,że się łudzisz.Dla mnie zostało jedno jedyne,stare moje milczenie.Toteż milczę. RUDOMSKA Dziwną,doprawdy,prowadzimy tutaj rozmowę,gdy do tego domu zbliża się twój narzeczony. IRENA W istocie,ciociu.Lecz nie ja tę rozmowę zaczęłam. RUDOMSKA To prawda.Toteż przerywam ją i kieruję na tory weselsze.Chodźmy lepiej obejrzeć twą ślubną suknię po ostatecznej przeróbce.Ciekawa jestem,jak też teraz się przedstawi. IRENA Musi być piękna jak moje marzenie. RUDOMSKA gdy ma przekroczyć próg pokoju,nagle zatrzymuje się z pytaniem Co to znaczy?Ten huk … Wszystkie trzy nasłuchują.Zewnątrz dolatuje do luzu gwałtowny szum i nagły krzyk ludzki. IRENA w zamyśleniu Powódź … RUDOMSKA niespokojnie Gdzie jest Wiko? HELENA niespokojnie Poszedł … Sam poszedł tam na taki czas … Daleki,przeszywający krzyk. IRENA Ktoś krzyczy … Wraca do pokoju,podbiega do okna,rozgarnia kwiaty stojące na oknie i długo patrzy. Raptownie roztwiera okno i wychyla się na zewnątrz.W uniesieniu wzdycha. Ach! RUDOMSKA Cóż tam takiego? IRENA wykrętnie Powódź … RUDOMSKA opryskliwie Wiem,że jest powódź,ale co się tam dzieje? IRENA szeptem Tam … RUDOMSKA Mówże! IRENA z utajoną rozkoszą Woda wyrwała cały … upust … RUDOMSKA Co takiego? IRENA jak wyżej Obawiam się,że ten wybuch wody w dolinie zaleje mego … narzeczonego … Obawiam się, że ta woda całą swą mocą runie na niego … RUDOMSKA w furii Kłamiesz!Kłamiesz!Ty przeklęta!… IRENA powtarza tym samym głosem Przeklęta!… Rudomska długo patrzy przez okno,potem rzuca się do drzwi. WINCENTY wchodzi,ledwie mogąc dech złapać.Jest zmordowany,zgrzany. Woda wyrwała cały upust. RUDOMSKA Kto krzyczał? WINCENTY Ludzie … RUDOMSKA Co za jedni? WINCENTY Chłopi międzyrzeccy. RUDOMSKA Dlaczego? WINCENTY Woda runęła w dolinę … Porwała stogi siana,zalała zboża i chałupy.Belki z upustu poniosło … Jakąś podobno dziewczynę zalało … słania się po pokoju Jakąś dziewczynę,gdy żęła tatarak … Jakąś dziewczynę belka zepchnęła ze stogu siana … RUDOMSKA Czy kto utonął? WINCENTY Podobno … nie … Ta dziewczyna uczepiła się belki i popłynęła na niej … RUDOMSKA A tamta,pierwsza? WINCENTY Tamta pierwsza … Nie wiem,doprawdy,nie wiem. RUDOMSKA Gdzież się podział Joachim?Gdzież są,u licha,młynarczyki?Od czego są ci ludzie!Dlaczego nie pilnowali grobli i upustu jak oka w głowie?Czy nie nakazywałam!Ja was wszystkich!… WINCENTY wykrętnie Mama sama kazała Joachimowi zdążać na pomoc Olelkowiczowi.Wyraźny rozkaz zaniosłem Joachimowi i on niezwłocznie pojechał.W mgnieniu oka już go nie było. RUDOMSKA Prawda,prawda … z przerażeniem Olelkowicz!Na miłość boską!Woda runęła w dolinę,przez którą on jedzie nad rzeką! Ratunku! WINCENTY w przerażeniu Co mam robić? RUDOMSKA Pędź!Wołaj ludzi!Całą służbę,wieś!Kto żyw!Na ratunek! WINCENTY idzie z wolna ku drzwiom Idę. IRENA spokojnie Jeżeli powódź z całego stanowiska spadła w dolinę,to nie ma po co iść na ratunek. RUDOMSKA patrzy na nią długo,uparcie,spode łba Lepiej milcz … IRENA Ja nawet w takiej chwili mam milczeć.Ja tylko jedyna mam milczeć.Milczę. RUDOMSKA Ty!Narzeczona! Słychać krzyki przeciągłe,zbliżające się,nienawistne. HELENA która wyglądała oknem Ludzie jacyś biegną z krzykiem i groźbami.Wygrażają … Tłum … RUDOMSKA Czego? HELENA Kogoś niosą … RUDOMSKA Kogo niosą? HELENA Dziecko … RUDOMSKA O,Boże!To pewno dziecko,które utonęło … HELENA Ten młynarz,Joachim,idzie tutaj razem z tłumem. RUDOMSKA Wołajcie go!Prędzej!Niech tu prędzej!… Słychać kroki,groźby,przekleństwa.Kroki za drzwiami.Drzwi się otwierają i wchodzi Joachim,cały mokry,ubłocony,staplany w wodzie,z włosami przylegającymi szczelnie do czaszki. RUDOMSKA Oto masz!Twój przekop!Gdzie upust,łotrze? JOACHIM spogląda na Wincentego i wskazuje na niego palcem Przekop był dobry.Nie ja winowaty,tylko panicz! RUDOMSKA z pasją Panicz winowaty? JOACHIM groźnie Panicz popodnosił stawidła upustu!Wodę odciągnął od przekopu!Upust nie strzymał! RUDOMSKA z osłupieniem Wiko?! JOACHIM Panicz! RUDOMSKA Kto widział? JOACHIM Mój Felek widział. RUDOMSKA Co z panem Olelkowiczem? JOACHIM żegna się Panie,świeć nad jego duszą. RUDOMSKA z krzykiem Ach! JOACHIM Dziewczyninę Obary,co żęła tatarak nad rzeką,poniesło.Zalała ją woda wyrzuciła martwą na brzeg.Tu ją przynieśli.Na ganku leży.Na panicza czeka.Któż wie,czy inne dzieciska nie potonęły.Sporo ich się tłukło nad wodą. RUDOMSKA Boże!Boże! JOACHIM spokojnie Pan Olelkowicz właśnie miał przejechać przez bród u międzyrzecza.We trzy konie jechał w tym małym powozie.Koń za powozem,kasztan wierzchowy,szedł luzem pod siodłem. Kukwa był na koźle.Lokajczyk siedział u pana w nogach.Chłopi kosili na Kaczem,patrzeli się.Raptem spadła fala,na dwie chałupy wysoka.Szło to zaś szeroko na cały rozdół.My z młynarczykiem na koniach ledwie zdołali uskoczyć galop na górę. RUDOMSKA Wiko! WINCENTY Słucham,mamo. RUDOMSKA Słuchaj! JOACHIM Woda ich dognała na tamtym jeszcze brzegu.Kukwa zaciął konie i ruszył wpław,bo tam już o zawróceniu na miejscu nie mogło być mowy w tym zagajniku i w tym przykrym wąwozie. Wściekłość wody ich porwała.Konie się skręciły,dyszel w mig pękł.Zaczął się ten powóz zmagać w powodzi,to pudłem,to kołami do góry.Widzieli ludzie,że pan płynął,gałęzi się chwytał,krzyczał,ale potem nasiąkło mu,widać,odzienie wodą i przepadł całkiem w topieli. RUDOMSKA A ludzie?Cóż ludzie?Nie ratowali? JOACHIM Jakże było,jaśnie pani,ratować?Jakiż tu do nich dostęp?Wody w mgnieniu oka na dwie chałupy z górą.Ani łodzi,ani łańcuchów.My z młynarczykiem pognali na koniach brzegiem i ratowali my.Ale któż to poradzi,kto zgruntuje?Niosło ich,jako te kaczki. IRENA Więc pan Olelkowicz zginął?To pewne? JOACHIM Juściż że pewne,bo patrzeli ludzie precz – precz po obu brzegach.To samo my obadwaj … Nie ma nigdzie ani pana,ani Kukwy,ani lokajczyka,ani koni,ani powozu.Ten wierzchowy koń urwał się z uździenicy u powozu,pływał precz ponad krzaczyskami,nad wierzbami i wylazł na tamten brzeg.Pasie się tam teraz spokojnie na Kaczem.Takiego gada nic nie obchodzi:żre trawę,i spokój. RUDOMSKA Ależ,na Boga,trzeba jeszcze słać ludzi!… JOACHIM My zrobili wszystko,co było w ludzkim dopomożeniu.Kilka razy słyszeliśmy krzyk tego Kukwy.A potem i on zacichł.Tylko powódź sama bobruje i szumi na wsze strony,pluska nad wierzchołkami zarośli.Ja,pani dziedziczko,racz wejrzeć,po czub włosów mokry. Chodziłem w najgłębszą wodę z osęką,macałem dno.Na nic to dzieło.Amen. RUDOMSKA Wiem,Jochym,żeś ty zrobił swoje.Bóg ci zapłać. ponuro Idź teraz,uspokój ludzi …Powiedz im … JOACHIM głuchym głosem Tych ludzi nie ma czym uspokoić.Cóż ja tej matce,Obarowej,powiem?Oni wszyscy wiedza i ona wie,kto winowaty. RUDOMSKA Ty ich uspokoisz swym mądrym,uczciwym słowem. JOACHIM Pani dziedziczka sama matka.Tam dziecko leży. RUDOMSKA Powódź …Siła wyższa …Panicz chciał uratować nasze pola,zboża …zasiewy … Od tego jest upust …w grobli,żeby w nagłym razie,w razie powodzi …Rozumiesz sam …Tyś sam przecie młynarz. JOACHIM patrzy na Wincentego Zasiewy …Zboża ratować … Ja do ludzi gadać nie będę.Panicz tu stoi.Niechże sam idzie i gada do nich. RUDOMSKA Jochym!Ty mnie znasz.Ty wiesz,co do ciebie mówię.Idź natychmiast i zrób z nimi porządek. JOACHIM Porządek … Ja to samo,jaśnie pani,ojciec i … chłop.Cóż ja im powiem?Jak gębę otworzyć?… Wychodzi.Wincenty stoi znieruchomiały obok okna.Rudomska siedzi na sofie z twarzą ukrytą w dłoniach.Irena nerwowo przerzuca karty jakiejś książki.Helena zastygła w przerażeniu.Długie milczenie. RUDOMSKA podnosi się Wiko? WINCENTY Słucham. RUDOMSKA Tu!Blisko!Tutaj!Twarzą do mnie! WINCENTY Jestem. RUDOMSKA Czy to ty zrobiłeś? WINCENTY Ja. RUDOMSKA Z głupoty?Z nieświadomości? WINCENTY Nie.Z rozmysłu. RUDOMSKA Z rozmysłu?Ty?Dlaczego? WINCENTY Chciałem zatrzymać Olelkowicza. RUDOMSKA Ty?Olelkowicza?Zatrzymać? WINCENTY coraz namiętniej Tak!Ja! RUDOMSKA przerażona Dlaczego? WINCENTY Dla tej prostej przyczyny,że on jutro miał zostać mężem Ireny. RUDOMSKA Mężem Ireny … Irena! IRENA Słucham,słucham … RUDOMSKA wpatruje się w jej oczy Rozumiem,rozumiem teraz … Ach,ja ślepa! WINCENTY bez tchu Nie mogłem dłużej!… RUDOMSKA w szaleństwie Więc to ty własnymi rękami z umysłem podniosłeś stawidła,żeby go zalać wodą? Poszedłeś stąd tam w tym celu,żeby to zrobić? WINCENTY Nie zapieram się.Nie ukrywam.Poszedłem w tym celu i ja to wykonałem sam,własnymi rękami. RUDOMSKA w szaleństwie Chciałeś go zabić? WINCENTY mocuje się ze sobą Tak!Chciałem go zabić! RUDOMSKA I zabiłeś! WINCENTY Tak … zabiłem … RUDOMSKA nieprzytomnie I dzieci,które żęły tatarak … WINCENTY Tak … Za sceną słychać pomruk i płacz nieustanny. RUDOMSKA Odpowiadaj!Dlaczegoś to zrobił? WINCENTY Żeby nie dać mu Ireny. RUDOMSKA A ty co masz do Ireny? WINCENTY Nareszcie to mama musi usłyszeć:nikomu jej nie dam!Na nic wszystkie plany! RUDOMSKA Na nic moje plany?… Czy tak? WINCENTY Tak.Plany!Matactwa,intrygi,zabiegi!Sprzedaż żywego człowieka.Majątek gdzieś się zaprzepaścił,a teraz sprzedaż żywego człowieka.Dusiłem się tak długo – i oto teraz … RUDOMSKA Śmiałeś to wszystko zrobić,a teraz ośmielasz się to wszystko,w oczy … mnie!Matce! WINCENTY Oddajcie mię do sądu.Niech zgniję w kryminale.Już dosyć … Wzmaga się krzyk za sceną. RUDOMSKA Słyszysz? WINCENTY Słyszę dobrze.Zaraz do nich wyjdę i wszystko im w oczy powiem! RUDOMSKA Co im powiesz? WINCENTY Powiem,com zrobił,jak i dlaczego. RUDOMSKA Szczeniaku! WINCENTY z gwałtownym gestem zmierza ku drzwiom Już idę … RUDOMSKA Zakazuję!Stój!Czekaj!Ja mam.sama na ciebie w mej piersi karę.Za to,coś zrobił przeciwko mnie!Przeciwko matce!To ja cię hodowałam,kołysałam … Ja mam prawo!Za to,żeś poszedł na groblę ze zbrodnią w sercu,przeklinam!Bodaj ci te nogi,które cię tam poniosły, połamało i odjęło! HELENA zasłania sobą Wika Ach!Na Boga! RUDOMSKA do Heleny Odejdź! do Wincentego widła,żeś przez to ludzi potopił,bodaj ci te ręce połamało i odjęło! HELENA Ach! RUDOMSKA Za to,coś mówił do mnie tutaj,sądząc moje postępowanie,bodaj ci podły język zniszczyło! Masz! WINCENTY oparł się bezsilnie plecami o kamienne obramowanie komina Słusznie,słusznie … IRENA do Radomskiej Już skończone?Czy jeszcze? RUDOMSKA Ach,ty!Precz!Precz!Precz! IRENA Odchodzę.Zostawiam wszystko.I tamto,o czym on mówił,resztę … Stać mię na taką rozrzutność. Zostawiam wszystko.Biorę tylko – jego. podchodzi do Wincentego RUDOMSKA Ty się ośmielasz,w mych oczach! IRENA On już nie syn!On przeklęty!Już się stało.Słyszałyśmy obiedwie,ja i ona – Helena. Świadkowie wierni i pewni.Wiemy wszystko.Pójdź,przeklęty!Nie masz już teraz ani nóg, ani rąk,ani języka.Któż ci poda kawałek chleba lub wskaże drogę do studni?Ja jedna muszę cię teraz wspierać,prowadzić i za ciebie mówić … Wincenty chwyta jej ręce i przyciska do serca. HELENA omdlewa i upada Ach!… Irena i Wincenty otwierają drzwi wejściowe.Gdy stanęli na progu,rozlega się dziki, nienawistny,złorzeczący krzyk ludzi.Widać z głębi,za drzwiami,wyniosłego człowieka, który na spotkanie Wincentego niesie utopioną dziewczynkę. KONIEC ROZDZIAŁU

diamenty

Strony

  • Ponadsnieg1.htm
  • Ponadsnieg2.htm
  • Ponadsnieg3.htm
  • rewelacyjnie srebrne

    wesole koraliki we wlosach

    O...

    Witam w bibliotece i zycze przyjemnego czytania.

    Troche zdjec