Ignacy Kraszewski

Wspomnienia z Wolynia

JÓZEF IGNACY KRASZEWSKI

Wspomnienia z Wołynia, Polesia i Litwy Nulla dies abeat quin linea ducta supersit Jaśnie Wielmożnemu Antoniemu Urbanowskiemu Na pamiątkę chwil w domu jego spędzonych ofiaruje Autor WSTĘP Cóż począć z sobą , powiedzcie mi, gdy przyjdą długie posępne wieczory zimowe? Kto nie może Ciągnąć kabały albo plotek słuchać, ani polować, a nie ma co czytać; kto jeszcze ze wszystkim wyrzekł się słodkiego powierzania swych myśli papierowi – ten musi, jeśli nie z przekonania, potrzeby i obowiązku ( bo z tego świat prędko wyprowadzi), to przynajmniej dlatego pisać, żeby nie próżnował. Pozwolicie czy nie – mówić z sobą szczerze moi niełaskawi czytelnicy? – Sto razy dawałem już sobie słowo nie pisać dla was więcej, widząc tak obojętne przyjęcie piszących, tak małą u nas czytelników liczbę; lecz sto razy znowu nieszczęsny popęd czy nałóg wtrącał pióro do ręki i pisać mi kazał. Patrząc na stosy rękopismów, które księgarze odrzucają, grzecznie się kłaniając, patrząc na tyle chwil, które tym sposobem wyjęte z życia zostały i lezą bez użytku, nieraz myślałem – na cóż pisać? I na pierwszej karcie myśl ta zabijała popęd i ochotę . Dziś, obojętniejszy na los tego pisma, czy go kto czytać będzie, czy nie, biorę pióro jako lekarstwo od długich wieczorów pustych, które moje nowe życie całkiem prawie próżnymi zostawia. Do wszystkiego przywyknąć można, lecz nałóg ciągłego zatrudnienia nie da się przezwyciężyć. Kto raz czas cenić umiał, nałogowie potem próżno ulatujące chwile widzi z niepokonaną boleścią. Okolicznościami zamknięty na wsi w miejscu mało znajomym, bez stosunków prawie, dla tysiąca drobnych zatrudnień gospodarskich zmuszony siedzieć i siedzieć d o m a , pozbawiony książek, muszę pisać. Wybaczcież mi ten wielki grzech. A ze poetyczne myśli zabiły gospodarskie kłopoty, że historia potrzebuje materiałów, które trudno mieć zawsze pod ręką, muszę przedmiotu do obrazów szukać Kolo siebie, przed sobą, przekonany, że nie ma rzeczy na świecie niegodnej uwagi i opisu, że przesąd dawny ograniczający tak ściśle przedmioty będące materiałem do pisania jest niesprawiedliwy. Wszystko w swoim sposobie użytecznym być może, gdy się tylko zastanowić zechcemy. Każdy kraj, każdy kątek, każdy człowiek, może być ludziom nauką, artyście wzorem lub pomysłem. Dzikie lasy Ameryki Coopera, stare zamczyska Szkocji Walter Scotta czymże są wyższe od obrazów jakie nastręczyć może nasz kraj słowiański? A historie naszych zamków, miast i horodyszcz ileż to poezji ukrywają w sobie! Niestety, zawsze szukamy obrazów daleko za sobą, przed sobą, nigdy koło siebie. Jest urok w obcej stronie , a swoje tak się osłucha, opatrzy, spospolituje, że wreście stracim dla niego uczucie podziwienia, jakieśmy mu winni, a nawet poznajomić się z nim bliżej zaniedbywamy jedynie dlatego, że machinalnie, materialnie znamy je aż do znużenia. Dlatego tez cudzoziemiec nowo przybyły żywiej wszystko czuje, więcej u nas zobaczy, lepiej opisze. Tę skorupę zwyczajnie otaczających nas przedmiotów małe usiłowanie postrzegania łatwo rozbije. Chciejmy tylko zastanowić nad swoim krajem, a znajdziemy w nim tysiąc wdzięków, tysiąc pamiątek, tysiąc godnych zastanowienia przedmiotów. Prawda, ze pierwsze próby poufałych tegoczesnych opisów nie oswojonym z nimi czytelnikom dziko w uchu zabrzmią; prawda, że niejeden swoich stron opis, znajomych osób wzmiankę z oburzeniem przyjmie, jak odsłonienie niedostępnego przybytku, w któren się lęka wpuścić oko profanów. Lecz wszędzie początek trudny, a wszystko jednakże zacząć trzeba. Dawno nawykły nie zważać, co ludzie mówią, byle bym sam nic do wyrzucenia nie miał i teraz przyjmę wrzawę, krzyki, urazę, jak przyjmowałem najczęściej – milczeniem. Wolno je sobie jak chcąc tłumaczyć. Tak samo przyjmę krytyki najniesprawiedliwsze, tak samo jeszcze przyjmę pochwały, których się nie spodziewam i nie żądam. Zamawiam sobie tylko, aby nikt nie chciał kilka karykatur, jakie się tu znaleźć mogą, brać do siebie. Byłoby to albowiem śmiesznością nie przebaczoną już dzisiaj, ludziom ostrzelanym tylą obrazami fantazyjnymi, że gdyby się w każdym z nich szukać chcieli, całe życie strawiliby na tym dręczącym zatrudnieniu.Sceny historyczne, wspomnienia i opisy miejsc jak najściślej, jak być mogło, prawdziwie,a nigdym się ich sobie nie pozwalał domyślać. Wszystko można sprawdzić na miejscu i w książkach. Na koniec, ponieważ u nas jeszcze pisarze z czytelnikami w takich są stosunkach, w jakich byli w literaturze reszty Europy przed stem laty i więcej, potrzeba, żebym do powszechnego stosując się zwyczaju, przepraszał ich za to, żem się pisać odważył, prosząc o łaskawe względy, pobłażanie itd. Pozwalam sobie jednak nieco starą formę odmienić i proszę tylko, żeby mnie czytali – nic więcej. Zgadzam się – proszę nawet krzyczeć, hałasować, krytykować, gniewać się, łajać, słowem, daję wszelką a nieograniczoną wolność moim niełaskawym czytelnikom; lecz na miłość Boga! – chciejcież czytać przynajmniej. KONIEC ROZDZIAŁU